Naszym celem jest integracja środowiska artystycznego (w tym rzemiosła regionalnego), naukowego, samorządowego i gospodarczego w zakresie rozpoznania, planowania i strategicznego zarządzania regionalnym dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym. Działania obejmują interdyscyplinarne badania naukowe, prace innowacyjne i rozwojowe oraz upowszechnianie i transfer wiedzy. Szukamy dobrej formuły i przyjaznej przestrzeni do działania.
niedziela, 16 marca 2014
Poznawanie dziedzictwa przyrodniczego Kociewia jako propozycja działań edukacyjnych dla uczniów gimnazjum
Dziś trudno znaleźć osobę, która będąc zadeklarowanym mieszczuchem prowadzącym kanapowy styl życia, nie spogląda ukradkiem na filmy podróżniczo–przyrodnicze, na foldery turystyczne a nawet w porywach na czasopisma podróżnicze opisujące jakieś odległe, dziewicze tereny. Przypuszczalnie pasja ta jest spotęgowana u młodych ludzi bardziej ruchliwych od tych wchodzących w „wiek kanapowca”. Ludzi młodych poznających z zapałem różne przejawy życia, zainteresowanych swoim otoczeniem. Przy założeniu, że ową młodzieńczą ciekawość warto rozbudzać i stymulować, i że przejawiają oni ochotę, aby wyruszyć z nami w poznawanie otoczenia, można im zaproponować poznawczą i odkrywczą wyprawę po ziemi kociewskiej.
Na początku warto wyjaśnić uczestnikom wyprawy tajemniczą nazwę naszego regionu. Jedna z teorii wyjaśnia, że nazwa „Kociewie” wzięła się z mnogości rozsianych tu „kociołków” – oczek wodnych, stawów, jeziorek i jezior. Znajduje się ich bez liku na Kociewiu Tczewskim i Kociewiu Starogardzkim. Na pograniczu tych regionów można obserwować naturę nadwodną nad jeziorami Damaszka, Zduńskim i Gętomie. Można też zajrzeć w szuwary pobliskiego Tczewowi Jeziora Rokickiego. Niczym pojezierze prezentuje się południowy skrawek Kociewia, gdzie można obserwować lustra wody jeziora Jelenie, Smarzewskiego i Rakowieckiego, aż po jeziora Półwieś i Pieniążkowo. Może uda się nam zaobserwować owada o krótkim tułowiu, wydłużonym odwłoku i bardzo dużymi oczyma – ważkę, którą nie sposób pomylić z żadnym innym stworzeniem. Jeśli dopisze nam szczęście zobaczymy ją szybującą bezgłośnie i niewyobrażalnie zwrotnie.
Analizy naukowe wykazują, że gdyby największe miasta świata wywrócić na lewą stronę, to oprócz sterty śmieci uzbierałaby się sporych rozmiarów górka rodem z Arki Noego. A jeśli przyjrzymy się miastom i wsiom Kociewia Tczewskiego i wywrócimy je oczyma naszej wyobraźni na lewą stronę? Zapewne nie będzie tak dużo i tak kolorowo, ale z pewnością też nie tak jadowicie. Po kątach tczewskich, subkowskich, pelplińskich i morzeszczyńskich miast i wsi ukrywa się 1,5 centymetrowy skorupiak - stonoga murowa, a także wstężyk ogrodowy – ślimak o kulistej, błyszczącej muszli z czarnymi prążkami czy wreszcie najbardziej znany w Polsce ślimak winniczek o średnicy muszli sięgającej przeciętnie 5 cm. Uczestnicy wyprawy mogą też zaobserwować szybujące po niebie w pobliżu ludzkich osiedli wronę, kawkę czy gawrona. Uczniowie lubią ciekawostki, więc warto przy okazji wspomnieć, że gawrony widzą w nadfiolecie; dla nas są one czarne, ale same postrzegające w nadfiolecie postrzegają się w stadzie jako niezwykle barwne.
Na szczęście teren pozyskany przez naszą cywilizację kosztem dzikiej natury nie został do końca ujarzmiony przez człowieka. Dlatego na łąkach i polach Kociewia Tczewskiego można natknąć się na zająca szaraka, zaobserwować przemieszczającego się lotem szybowcowym bociana białego lub nieco mniejszego, prowadzącego skryty tryb życia w lasach bociana czarnego. Czasami można je dostrzec, gdy umykają przed hałasem samochodów mknących autostradą A1 lub innymi drogami Kociewia. Za progiem domu, na progu dzikiej przyrody z łatwością znajdziemy gniazdo bociana białego, które może mieć nawet do 2 metrów średnicy i ważyć powyżej jednej tony. Przemierzając kociewskie bezdroża można z uczniami odróżniać sylwetki ptaków, zagubione pióra, wsłuchać się w ptasie trele. W Polsce jest około 450 gatunków ptaków z czego na kociewski świergot przypada około 15. Tworzą go: jaskółka oknówka, szpak, wróbel, jerzyk, kos, mazurek, trznadel, sikora bogatka, kowalik, sójka, grzywacz, kaczka krzyżówka i inne. W myśl starego ludowego porzekadła „gdzie las tam dzięcioły” spotykamy i na Kociewiu dzięcioła dużego, który potrafi uderzać dziobem w drzewo nawet 20 razy na sekundę.
Wyjeżdżając kilkanaście kilometrów poza Tczew można napawać się żywicznym aromatem pobliskich lasów swarożyńsko-boroszewskich. „Tuż za murami pelplińskiej katedry” można spotkać przyrodę pośród drzewostanów bielawsko-borkowskich lasów a kierując się na południe w kompleksach brodzko-pomorskich. W pobliżu miejsca mojego zamieszkania znajdują się Rezerwaty Przyrody Opalenie Dolne i Opalenie Górne, które są folklorystycznie bezcenne dla pasjonata i poszukiwacza rzadkich gatunków leśno-stepowych. W miejscu tym występuje m.in. groszek szerokolistny jako objęty szczególną ochroną wpisany do „Polskiej Czerwonej Księgi Roślin”. W Polsce jest tylko kilka stanowisk tego bardzo rzadkiego gatunku. Także niedaleko Opalenia jedne z najbogatszych połaci leśnych Pomorza tworzą Rezerwaty Wiosło Małe i Wiosło Duże. Mają tu swą bezpieczną przestrzeń przedstawiciele flory rzadko występujący w Europie. Można tu spotkać takie rośliny jak skrzyp olbrzymi, pluskwica europejska, aster gawędka, czosnek skalny i inne. Rezerwaty oprócz swoich walorów botanicznych mają też swą urodę krajobrazową. Rosną tu tak potężne dęby, że przynajmniej trzy osoby muszą podać sobie dłonie, aby zmierzyć obwód ich pnia.
Podczas spaceru do lasu coś może nas zaczepiać za nogawki, rękawy, zrzucić nam to i owo na głowę. Mogą być to ciernie głogu lub kolce dzikiej róży, owoce tarniny lub bzu czarnego. Mogą być to też igły świerka pospolitego, modrzewia europejskiego lub sosny zwyczajnej. Nie mniej niespodzianek spotka nas pod odmianami takich drzew liściastych jak buk zwyczajny, jarząb pospolity, dąb szypułkowy, grab pospolity, brzoza brodawkowata, jesion wyniosły, lipa szerokolistna, klon zwyczajny czy topola. Ciekawym zadaniem dla „kociewskich tropicieli” może być rozpoznawanie gatunków tych drzew po wyglądzie kory i kształcie liści.
Lewym dopływem Wisły płynącym przez Kociewie jest 160 kilometrowa Wierzyca. Rzeka jak magnes przyciąga wędkarzy i miłośników ptaków. Świat kociewskich krajobrazów wokół Wierzycy, żywych istot takich jak pstrąg tęczowy, wydra, zimorodek jest gotowy urzec każdego wrażliwego obserwatora w czasie każdego nadbrzeżnego spaceru. Stwarza możliwość zorganizowania kółka ornitologicznego, spływu kajakowego czy zajęć wędkarskich. Te ostatnie można też zorganizować nad Wisłą, która jest tu urzędową granicą geograficzną. Setki wędkarzy zasadzają się tu na szczupaka łowiąc go metodą na tzw. spinning. Można tu, ale też i w okolicach śródpolnych stawów, zaobserwować mewę śmieszkę i rybitwę popielatą. Przejrzystość wód kociewskich nie dorównuje krystaliczności tropikalnych akwenów, stąd łatwiejsze wydaje się być podziwianie wędkarskich trofeów od próby podpatrywania występujących w kociewskich akwenach okoni, karasi pospolitych czy leszczy.
Można z uczniami opracować „elementarz śniadaniowy” kładąc główny nacisk na serwowane na naszych stołach pieczywo. Paradoksem jest, że rozpieszczani wielością serwowanych nam produktów piekarniczych nie potrafimy rozpoznawać i nazywać zasianych łanów. Stąd ciekawy może okazać się przyspieszony kurs z zagadnień zbóż jarych i ozimych. Kurs praktyczny, w terenie bowiem możemy zaobserwować pola obsiane pszenicą, która dzierży palmę pierwszeństwa w światowej produkcji zbóż, obsiane jęczmieniem wykorzystywanym dla potrzeb browarnictwa, obsiane też żytem, owsem, pszenżytem i gryką.
Pod lupę można też wziąć najmniejszych przedstawicieli fauny kociewskiej pełniących ważną rolę w zrównoważonym życiu nie tylko regionu, ale całej planety. Przy odrobinie szczęścia pod lupą zobaczymy tu biegacza, wija drewniaka, pszczołę, trzmiela, szerszenia, kowala bezskrzydłego. A na kwiatach tak pospolite na Kociewiu motyle jak rusałka pawik, rusałka pokrzywnik oraz bielinek. Kociewskie kwiaty – aż żal, że nie kwitną przez cały rok. Zmysł powonienia kociewskiego tropiciela może rozbudzić jaskier, rumianek, mniszek lekarski, mlecz i marchew zwyczajna. Występujący tu wrotycz pospolity jest mocno trującą rośliną, ale jednocześnie w odpowiednich dawkach stosowany jako zioło. Bardzo dobrze odstrasza mole, muchy i inne owady. Często spotykaną na kociewskich łąkach rośliną jest krwawnik pospolity powstrzymujący krwawienie z ran. Łacińska nazwa krwawnika Achillea według legendy pochodzi od Achillesa, który podobno leczył rany wojowników o Troję właśnie za pomocą tego zioła.
Kociewscy przedstawiciele gadziego świata ani rozmiarami, ani zamiarami nie przypominają swoich krewnych z dżungli, sawanny czy prerii. Jedynie żmii zygzakowatej groźnie patrzy z oczu. Kontakty z żabą trawną, żabą zieloną, kumakiem nizinnym, ropuchą zieloną, padalcem i zaskrońcem są zazwyczaj zaskakujące, ale zupełnie bezpieczne. Przed spotkaniem z jaszczurką zwinką warto uprzedzić uczestników wyprawy, że jaszczurka ta dorastająca 20 cm w momencie zagrożenia potrafi odrzucić fragment ogona, który wijąc się odciąga uwagę napastnika, a to daje jaszczurce czas na ucieczkę.
I na koniec naszej wędrówki po kociewskich bezdrożach trzeba jasno stwierdzić, że najtrudniej będzie nam spotkać naszych pobratymców ze świata ssaków. Zdaje się, że jak nikt one najlepiej wiedzą jakim, my ludzie potrafimy być zagrożeniem dla świata przyrody. Przy odrobinie szczęścia spotkamy wiewiórkę, której puszysty ogon osiągający długość nawet do 20 cm służy do stabilizacji podczas zręcznych akrobacji na drzewach. Trudniej spotkać jeża, gdyż jest zwierzęciem nocnym a ponadto zimą zapada w stan hibernacji. Do obrony służą mu kolce oraz silny podskórny mięsień okrężny – dzięki niemu zaatakowane zwierzę zwija się w kolczastą kulę. We wszystkich większych kompleksach leśnych Kociewia spotkamy jelenia. Jako ciekawostkę dotyczącą tego gatunku warto nadmienić, że jelenie potrzebują niewiele snu, śpią 60-100 minut na dobę. Łoś źle znosi wysokie temperatury i chętnie chłodzi się w wodzie, lubi pływać i nurkować. Dlatego występuje na terenach podmokłych, zalewowych, w pobliżu rzek i jezior. Te jak i inne gatunki ssaków: dzika, borsuka, bobra europejskiego tropiciel kociewski spotkać może z daleka, gdy uwrażliwione na ludzkie spojrzenia zwierzęta uciekają po chwili namysłu.
Dobrze będzie znaleźć grupę uczniów, którzy będą chcieli wspólnie z nami obserwować, nazywać, współprzeżywać otaczającą przyrodę, podążać tropami opisanych wyżej roślin i zwierząt. „Dzieciaki co innego teraz w głowie mają: komputery, internety” -możemy sobie życzyć, żeby to zdanie wypowiedziane dobrodusznie przez zielarkę Babkę w serialu „Ranczo” nie okazało się brutalną prawdą, a wynikająca z niego i nieraz bardzo nas zaskakująca rzeczywistość, nie ostudziła naszego pedagogicznego zapału i dobrych intencji.
Beata Grabowska-Cieślikowska
sobota, 15 marca 2014
Rozważania praktyka, czyli jak kształcić ważne kompetencje młodego pokolenia w oparciu o dziedzictwo przyrodnicze regionu
![]() |
(Jezioro Piasutno, gmina Świętajno, autor: Renata Milińska) |
Odnosząc się do dziedzictwa kulturowego, trochę się zżymałam, bowiem na Mazurach dominuje ludność napływowa, głównie z Mazowsza, ale także osadnicy z Białorusi i Ukrainy. Więc o jakim podtrzymywaniu tożsamości regionalnej mogła być mowa, skoro ludności mazurskiej już nie ma? Widziałam potrzebę takich działań w stosunku do innych regionów, choćby Warmii, Kaszub, czy Śląska, gdzie rodzime tradycje były i są mocno zakorzenione, ale w stosunku do Mazur wydało mi się to nieco dziwne. Zupełnie inaczej miała się sprawa z dziedzictwem przyrodniczym regionu. Akurat w tym zakresie Mazury mogą swobodnie konkurować z innymi regionami kraju, a kształcenie ważnych kompetencji młodego pokolenia w kontekście działań edukacyjno-wychowawczych związanych z dziedzictwem przyrodniczym regionu wydaje się istotnym elementem procesu edukacyjnego kolejnych pokoleń.
Pisząc te słowa, uzmysławiam sobie, jak wiele w moim rodzinnym domu mówiło się o wartościach związanych z przyrodą, naturą i szacunkiem do niej. Jako dziecko często słyszałam od mamy: „Nie wolno tego niszczyć, to takie ładne, niech cieszy też oczy innych ludzi”, „Nie łam gałązek, drzewa też czują”. Mama lubiła przyrodę, więc starała się byśmy z siostrą także ją pokochały. Po latach, już jako nauczyciel, często odwoływałam się do dziedzictwa przyrodniczego najbliższej okolicy. Nie było to trudne, bowiem zarówno Warmia i Mazury należą do liderów w dziedzinie jakości środowiska przyrodniczego.
Już w 2008 roku 46,3% powierzchni województwa warmińsko-mazurskiego objęte było różnymi formami ochrony przyrody, podczas kiedy w kraju było to 32,3% powierzchni . Nie mogę pominąć olbrzymiego urozmaicenia przyrodniczego Warmii i Mazur, o czym mogą świadczyć znajdujące się na tym obszarze: parki krajobrazowe, obszary chronionego krajobrazu, pomniki przyrody, stanowiska dokumentacyjne, użytki ekologiczne i zespoły przyrodniczo-krajobrazowe. Aż 30 gatunków roślin występujących na tym obszarze umieszczonych zostało w Polskiej Czerwonej Księdze Roślin, natomiast znacznie dłuższa jest lista roślin rosnących w regionie objętych całkowitą lub częściową ochroną. Poza walorami florystycznymi warto podkreślić też walory faunistyczne Warmii i Mazur, bowiem to tutaj występuje największe zwierzę lądowe Europy - żubr. Ponadto ciekawymi przedstawicielami miejscowej fauny są: łosie i polskie koniki typu tarpan. Należy też pamiętać o drapieżnych ssakach oraz ptakach, których bogactwo (około 300 gatunków) wyróżnia region Warmii i Mazur w skali całej Europy.
Warto choćby wspomnieć o unikatowej krasce, gniazdującej na południu powiatu szczycieńskiego, której liczebność w całej Polsce szacuje się zaledwie na 50-60 par . Ponadto w regionie występuje 6 gatunków gadów i 45 gatunków ryb. Ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, wskazuje na zasady, cele i formy ochrony przyrody w naszym kraju. Art. 2 tej ustawy wprost określa, że celem ochrony przyrody w Polsce jest kształtowanie właściwych postaw człowieka wobec przyrody przez edukację, informowanie i promocję w dziedzinie ochrony przyrody . Jedną z form realizacji powyższego celu jest edukacja uczniów w zakresie dziedzictwa przyrodniczego regionu. Chociaż szacunek do przyrody jest głównie owocem wychowania, przede wszystkim tego, które wynosimy z rodzinnego domu, to jednak także szkoła ma wiele do zrobienia w tym zakresie. Uświadomienie młodym ludziom w toku edukacji jak ważne jest dziedzictwo przyrodnicze i jego ochrona, może przynieść wyłącznie pozytywne skutki.
Budowanie świadomego ekologicznie społeczeństwa należy rozpocząć od najmłodszych, kształcąc ich kompetencje istotne dla dalszego prawidłowego funkcjonowania kolejnych pokoleń Polaków. Warto zastanowić się, jakie kompetencje w tym zakresie uznać za ważne? Wydaje się, że odnosząc się wprost do dziedzictwa przyrodniczego regionu, takimi kompetencjami mogłyby być: - poznanie walorów przyrodniczych najbliższej okolicy, - wyrabianie nawyku dbałości i ochrony o dziedzictwo przyrodnicze bliższej i dalszej okolicy, - systematyczne poszerzanie wiedzy przyrodniczej na temat różnych form ochrony przyrody występujących w najbliższej okolicy. Są one w znacznej części kompatybilne z kompetencjami, na jakie wskazuje Alicja Szarzyńska w artykule „Czym skorupka za młodu nasiąknie…” .
![]() |
|
Zawilec gajowy (Anemone nemorosa)
oraz brzoza brodawkowata (Betula pendula)
z hubą, fot. Renata Milińska
|
Z kolei na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim rok temu powstał nowy kierunek studiów licencjackich: Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze. Zgodnie z jego założeniami studenci powinni posiąść kompetencje dotyczące m.in.: rozumienia trendów afirmacji prowincji i różnorodności regionów Europy oraz rozumienia wzajemnych uwarunkowań kultury i przyrody. Tak więc teoretycznie szeroko pojęta edukacja wyposaża młodego człowieka w ważne kompetencje, które w dorosłym życiu powinien chcieć i umieć wykorzystać dla dobra regionu, w którym się urodził lub zamieszkał. Region jest bowiem rzeczywistością, która zakorzenia człowieka w bliskiej mu wspólnocie, kulturze i terytorium.
Z perspektywy geograficznej tożsamość regionalna wiąże się ze świadomością przypisania siebie do określnego terytorium, a dokładniej do miejsca i przestrzeni. Według Małgorzaty Ciczkowskiej-Giedziun szczególne znaczenie mają miejsca stanowiące kluczowe punkty orientacji przestrzennej (zabytki, aleje, akweny, pomniki, w tym także pomniki przyrody, itp.). To właśnie dzięki tym niepowtarzalnym elementom przestrzeni proces identyfikacji jednostkowej i grupowej jest ułatwiony. W badaniach przez nią przeprowadzonych na drugim miejscu po kulturze, wśród powodów odczuwania odrębności regionalnej według badanej młodzieży z województwa warmińsko-mazurskiego, znajduje się właśnie przyroda regionu.
Zakładam, że tylko człowiek wyposażony w powyższe kompetencje ma szansę stać się odpowiedzialnym w zakresie korzystania z dóbr przyrody i środowiska. Inną sprawą jest to, czy będzie świadomie korzystał z kompetencji, jakie zdobył na różnych etapach szkolnej edukacji i czy to wystarczy do zachowania dziedzictwa przyrodniczego regionu? Według mnie nie zależy to tylko i wyłącznie od pojedynczego człowieka, ale także od rozwiązań systemowych. Działania powinny być więc dwutorowe: skuteczne prawo w zakresie ochrony przyrody, pokazywanie dziedzictwa przyrodniczego regionów, opracowanie na poziomie ogólnopolskim i wojewódzkim programów wspierających regionalną przyrodę, by przetrwała dla kolejnych pokoleń, a z drugiej zaś strony nie wolno zaniedbywać edukacji młodego pokolenia w zakresie ochrony dóbr przyrodniczych regionu, kładąc nacisk na uzmysłowienie dzieciom i młodzieży, że warunkiem zachowania dziedzictwa przyrodniczego jest jego trwanie i przekaz w niezmienionym kształcie.
Może więc warto zadać sobie pytanie: Czy i na ile regionalna edukacja przyrodnicza realizowana w szkołach wyposaża młodego człowieka w kompetencje, które mogą mieć kluczowe znaczenie dla dalszego istnienia dziedzictwa przyrodniczego regionu? Z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że jest z tym różnie. Jak zawsze wiele zależy od samego nauczyciela – czy jest pasjonatem swego zawodu, jak mocno „czuje” regionalizm i przede wszystkim, czy tak steruje kształceniem kompetencji młodych ludzi, by regionalne treści związane z przyrodą były na tyle atrakcyjne, by zaszczepić w młodzieży miłość i szacunek do przyrody własnego regionu.
We współczesnym świecie jest to trudne, ale nie niemożliwe. Zapewne warto podjąć trud obrony wartości, jakie niesie ze sobą dziedzictwo przyrodnicze regionu. Tylko czy my, nasze dzieci i wnuki potrafimy sprostać temu wyzwaniu? Czas pokaże…
Wioletta Jolanta Wieczorek
źródła:
- M. Batyk, Ochrona dziedzictwa przyrodniczego w województwie warmińsko-mazurskim, „Infrastruktura i Ekologia Terenów Wiejskich”, nr 1/2011, s. 71.
- M. Ciczkowska-Giedziun, Edukacja regionalna gimnazjalistów. Perspektywa pedagogiki społecznej, Olsztyn 2007, s. 142-144
- M. Szymkiewicz, Przyroda Warmii i Mazur, Olsztyn 2004, s. 5.
- Art. 2 ust. 7) ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody (Dz. U. 2004, nr 92, poz. 880).
- A. Szarzyńska, Czym skorupka za młodu nasiąknie…, „Natura” Przyroda Warmii i Mazur, nr 1 (9), kwiecień 2008, s. 30.
- Rozporządzenie MEN z 27 sierpnia 2012 r. w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół (dz. U. z 2012 r, poz. 977).
- D. Misiejuk, Kwestia kompetencji kulturowych a tożsamość. Edukacja regionalna, [w]: Region. Tożsamość. Edukacja, pod red. J. Nikitorowicz, D. Misiejuk,. M. Sobeckiego, Białystok 2005, s. 281.
piątek, 14 marca 2014
Może nasze pokolenie jest ostatnim, które cieszy się naturalnym menu - za kilkadziesiąt lat na stołach królować będą produkty z probówki
| (fot. S. Czachorowski) |
Możemy w takim razie zadać sobie pytanie - co nastąpi, gdy naturalne źródła pokarmu, zastąpimy sztucznymi? Czy nie będzie to początek końca i czy nie odzwierciedli to faktycznego (złego) stanu naszej planety? Produkcja technologii żywności jest procesem, który niebywale mnie zainteresował i pozwolił na skupienie się na problemie dotyczącym polepszaczy, konserwantów, barwników i innych substancji potencjalnie niepotrzebnych człowiekowi z biologicznego punktu widzenia, a także na produkcji z wykorzystaniem najnowszej technologii w produkcji żywności.
Faktem oczywistym jest to, że technologia produkcji jedzenia zmieni się na przestrzeni lat i nie będzie to jedynie skutkiem kaprysu ludzkości, ani zamiłowania do odkrywania coraz to nowszych rzeczy. Będzie to potrzebny proces, ponieważ rolnictwo praktykowane od wielu lat (zwłaszcza w Polsce) nie sprawdza się tak, jakbyśmy tego oczekiwali. By nie niszczyć planety oraz nie ryzykując klęski głodu na skalę światową, społeczeństwo musi obrać sobie za cel stworzenie nowego sposobu na masową produkcję żywności.
Najnowsze badania naukowców na całym świecie ukazują nam zupełnie innowacyjny plan na nowy jadłospis, który może w niedalekiej przyszłości będzie królował na stołach we wszystkich domach świata. Prognozy dotyczące najbliższych kilkudziesięciu lat sugerują nam możliwość pozyskania mięsa z hodowli In vitro. Co prawda na razie mięso In vitro to dość luźna masa komórek mięśniowych, natomiast wg James’a King’a biotechnologia pozwoli nam w niedługim czasie na masową produkcję mięsa, bez tradycyjnego modelu hodowli, a następnie uboju, które jednocześnie wiąże się z okrucieństwem. By jednocześnie zachęcić i zmotywować do dalszych badań, pewna organizacja ufundowała wysoką nagrodę za uzyskanie mięsa kurzego z hodowli In vitro, które pozwoliłoby na masowe wykorzystanie tego procesu na skalę przemysłową.
Ryby są cennym źródłem nienasyconych kwasów tłuszczowych, które organizm człowieka nie jest w stanie sam wyprodukować. Dlatego spożywając ryby i dostarczając nienasyconych kwasów tłuszczowych, dbamy o sprawne funkcjonowanie naszego mózgu oraz układu krążenia. Naukowcy pozyskali umiejętność wytwarzania owych tłuszczy oraz wszczepiania ich w komórki mięśniowe zwierząt domowych hodowlanych, takich jak świnia, czy owca.
W związku z tymi dokonaniami, badaczom udało się uzyskać zdrową odmianę wołowiny, która zamiast szkodliwych związków (np. powodujących miażdżycę) byłaby uboższa o znaczne ilości tłuszczów. Przyszłościowe modyfikacje genetyczne opierające się o hodowlę In vitro, obiecują nam również brak ości, brak zanieczyszczeń oraz niebezpiecznych dla ludzkiego organizmu drobnoustrojów. W związku z tym, że uprawy zbożowe są niezwykle podatne na różnego rodzaju choroby roślin oraz na niekorzystne warunki klimatyczne, prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości era upraw roślin zbożowych zostanie zastąpiona erą ziemniaka. Zwolennicy zdrowego odżywania jednogłośnie twierdzą, że ziemniaki są źródłem zbyt dużej ilości łatwo przyswajalnych węglowodanów. Jednak posiadają swoje ukryte zalety, ponieważ zawierają więcej pełnowartościowego białka oraz ważne witaminy w porównaniu z roślinami zbożowymi. Są również łatwiejsze w uprawie, a także koszt ich upraw nie spędza nikomu snu z powiek. Jednak przyszłość tych roślin również zależy od biotechnologii. Naukowcy obecnie pracują nad wytworzeniem odmiany, która w istocie będzie odporna na zarazę ziemniaczaną. Choroba ta była niezwykle niebezpieczna w XIX w, natomiast dalej sieje spustoszenie i zagraża uprawom na całym świecie.
Niezwykle wielką nadzieją futurystycznego świata są glony. Rośliny doceniane jedynie przez kucharzy w kuchni azjatyckiej, natomiast ich potencjał w dalszym ciągu nie jest dostatecznie wykorzystany. Mają bez liku zalet: można je wyławiać z morza, nie potrzebują gruntów uprawnych, można hodować je nawet w przydomowych stawach. Ze względu na swoje wartości odżywcze (cenne źródło węglowodanów oraz jodu, wpływające na pracę tarczycy) , glony w przyszłości mogłoby z powodzeniem zastąpić warzywa na talerzu. W smaku nie przypominają trawy jak wszystkim powszechnie się wydaje, a są lekko słonawe i chrupkie , przez co przypominają ogórki bez octowego posmaku. Do masowej hodowli najlepiej nadają się małe organizmy - chociażby jednokomórkowe. Okrzemki, sinice, mają zdolność do syntetyzowania dużych ilości związków tłuszczowych. Firmy na całym świecie próbują wykorzystywać tę umiejętność do produkcji biopaliw, natomiast wizja produkcji olei jadalnych jest coraz bardziej realna.
Wszystko o czym wspomniałem powyżej może nie brzmi najlepiej i wydaje się mało apetyczne, natomiast są to jedynie pozory. Wszak w dzisiejszych czasach wybieramy ze sklepowych półek produkty, których składów lepiej nie czytać, po to, by nie popsuć zamiarów kupna oraz apetytu. Przyszłość w produkcji żywności należy w dużej mierze do produktów przetworzonych, ze względu na swoją niewielką cenę oraz łatwość dostępu.
Lech Wronowski
Źródło http://www.focus.pl/czlowiek/wigilia-2050-5495
Festiwal Podróży Kormorany 2014
Trzy pierwsze edycje Ogólnopolskiego Studenckiego Festiwalu Podróży Kormorany udowodniły, że ludzie potrafią być niesamowici! Z pewnością Ty także znasz takich ludzi! Jeśli wśród Twoich znajomych są podróżujący studenci, to zaproś ich do tego wydarzenia, niech dowiedzą się, że już przyjmujemy zgłoszenia do konkursu!
Być może Ty już znasz zwycięzcę tegorocznych Kormoranów! :) My też z radością Ją / Jego / Ich poznamy. Jeśli chcesz zgłosić chęć udziału w festiwalu (w charakterze uczestnika konkursu) zapraszamy na stronę: http://osfp.uwm.edu.pl/
Wszystkich zapraszamy gorąco na festiwal, którego czwarta edycja odbędzie się w dniach 9 - 11 maja 2014, w Olsztynie. Szczegóły na stronie i profilu https://www.facebook.com/OsfpKormorany
czwartek, 13 marca 2014
Lokalne dziedzictwo w globalnym świecie
W globalnym świecie lokalne dziedzictwo nie zanika. Jest atrakcyjne. Po prostu globlokalizm, przez innych nazywany glokalizacją, takie ma właśnie oblicze. Dobrym przykładem jest Francuzka - Anais Fleur – opowiadająca bajki… warmińskie, spisane przez Marię Zientarę Malewska. Międzykolutowa przeszłośc łaczy się z teraźniejszością. Opowieść w teatrzykowym klimacie. Uroku dodaje akcent i specyfika wymowy pani Anais Fleur. Oto Francuzka, która niedawno przyjechała na Warmię odkrywa lokalne dziedzictwo i opowiada warmińskie bajki… olsztyniakom. Czyż nie jest to piękne i na wskroś europejskie?
W globalnym świcie lokalność ma dużą wartość. Występ Anais Fleur odbył się w czasie charytatywnej aukcji „Malality pod młotek", w dniu 14 lutego 2014 r., dochód przeznaczony był na olsztyńskie hospicjum. A jeszcze wcześniej, 8 czerwca 2013 roku w Pałacu Młodzieży w Olsztynie przy ul. Emilii Plater 3 odbył się maraton malarski i sztafeta literacka pod nazwą "Malality". "Malality" to inicjatywa młodych artystów, którzy zachęcali do wspólnej twórczości mieszkańców Olsztyna. Przez cały dzień pod skrzydłami muz szerzona była idea wolontariatu. W trakcie imprezy czytano poezję K. I. Gałczyńskiego, przy której stworzono około 70 prac plastycznych. Część prac przekazano Hospicjum a część przeznaczono na „licytację" w dniu 14 lutego 2014 r.
Pani Anais Fleur (opowiadała o historii poziomek, na podstawie prozy Marii Ziętary-Malewskiej. Było to piękne połączenie dziedztwo przyrodniczego i dziedzictwo kulturowego. i historia skąd się wzięły poziomki na Warmii Anais Fleur pochodzi z Francji, gdzie ukończyła geografię i edukację ekologiczną. Animatorka i nauczycielka języka francuskiego w Olsztynie mieszka już od 8 lat. Obecnie studiuje na Wydziale Sztuk Pięknych. Jej pasją jest aktorstwo – tworzy pełne ekspresji spektakle dla każdego, często prowadzi warsztaty artystyczne dla dzieci i dorosłych. Można ją spotkać w różnych, w tym związanych z wolontariatem.
Stanisław Czachorowski
Wystawa Poetyckie Dokumenty z Litwy
Moi drodzy,
przesyłam zaproszenie last minute. Jest to bardzo ciekawe wydarzenie kulturalne: Wystawa Poetyckie Dokumenty z Litwy, której otwarcie odbędzie się jutro 14.03.2014 - w Filharmonii Olsztyńskiej o godzinie 18.00.
Wystawa przedstawia najwybitniejszych fotografików litewskich, a także poezję - najlepszy towar eksportowy z Litwy współczesnej. Teksty wierszy w oryginale i w tłumaczeniu Adama Pomorskiego można obejrzeć, wziąć do ręki, zabrać na pamiątkę, a niektórych - posłuchać. Proszę również o pomoc w upowszechnieniu tego zdarzenia, przesyłając plakat do znajomych, zamieszczając na zaprzyjaźnionych portalach i na facebooku.
Do zobaczenia jutro :) Pozdrawiam serdecznie
Alina K.
środa, 12 marca 2014
Najlepsze jest to, co istnieje od wieków…. bionika
Co mnie w biologii fascynuje?
Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Zapewne wielu tak odpowie. Bo cóż ja, zwykły laik w tej dziedzinie, mogłabym wiedzieć? Mój świat to filologia, język obcy – litery i słowa, a przygoda z biologią dopiero się zaczyna…
Jednak po niezłomnych poszukiwaniach i intensywnych przemyśleniach znalazłam coś, co mnie zaintrygowało. To bionika.
Jest to nowa nauka, której termin po raz pierwszy pojawił się w 1960 r. na konferencji w Dayton. Bionika bada budowę i zasady działania różnych organizmów, a następnie wykorzystuje to w technice, medycynie czy architekturze. Obecnie dziedzina ta zwana również biomimetyką, bioinspirowaną inżynierią lub biomimikrą przeżywa prawdziwy rozkwit. Inaczej mówiąc bionika to wynalazki inspirowane przyrodą i to właśnie one mnie zafascynowały.
Jednym z pierwszych był zwykły (tak nam się teraz wydaje) rzep. Wynalazł go w 1941 roku szwajcarski chemik George de Mestral, którego zaintrygowały przyczepione do sierści psa rzepy, czyli owocostany łopianu (Arctium L.). Początkowo nikt poważnie o tym nie myślał, inżynier jednak nie poddawał się i zamówił rzepy w fabryce włókienniczej w Lyonie. Rzepy były zrobione z bawełny i działały, ale krótko. Dużo praktyczniejszy okazał się nylon - nie łamał się i można go było wytwarzać w różnych grubościach. Wynalazek dopracowano i zaczęto produkcję. Nie od razu rzepy doceniono - zaczęły być popularne właściwie dopiero wtedy, gdy poleciały w kosmos bo NASA wykorzystała je w skafandrach astronautów.
Bionika znajduje szerokie zastosowanie także w medycynie, gdzie coraz intensywniej korzysta się z urządzeń naśladujących naturalne funkcjonowanie różnych organów i części ciała. Doskonałym przykładem jest implant ślimakowy dla niesłyszących. Niedawno w mediach pojawiła się również informacja o sztucznej dłoni, która rozróżnia strukturę dotykanego przedmiotu (czy jest delikatny, miękki, kruchy, twardy itp.).
Świat zwierząt także dostarcza wiele pomysłów dla nowych odkryć. Jako przykład mogą posłużyć obserwacje lotu pelikanów. Naukowcy stwierdzili, że w chwili, gdy ptaki lecą kluczem, pelikany będące z tyłu korzystają z ciągu powietrza wytworzonego przez te, które są na przedzie. Mają wtedy tętno o 15% wolniejsze niż wtedy, kiedy wznoszą się pojedynczo. Specjaliści od aerodynamiki, bazując na powyższym schemacie, przeprowadzili eksperyment – wyposażyli samolot doświadczalny w skomplikowane urządzenia elektroniczne, dzięki którym pilot lecący z tyłu mógł utrzymywać swą maszynę mniej więcej w stałej pozycji względem odrzutowca lecącego z przodu. Odległość między samolotami wynosiła około 90 metrów. Okazało się, iż odrzutowiec lecący z tyłu napotykał o 20% mniejszy opór powietrza i zużył o 18% mniej paliwa. Wyniki testu potwierdziły, że pelikany instynktownie wykorzystywały uniwersalne prawa aerodynamiki.
Natomiast w południowej Afryce, stworzono kompleks budynków, w którym system wentylacji i chłodzenia wzorowano na pionowych kanałach w kopcach termitów. Przykładów bionicznych wynalazków jest wiele. Do najbardziej znanych należą powierzchnie samoczyszczące się wzorowane na liściu lotosu, pokrycia samolotów i kostiumy pływackie wzorowane na skórze rekina (mniejsze opory), strukturalne farby wzorowane na skrzydłach motyla (idea wykorzystywana do zabezpieczania kart kredytowych i w produkcji kosmetyków).
Jednak według mnie najbardziej zadziwiająca jest bionika w architekturze. Mam tu na myśli ideę powstania „żywych domów”. Architekci od wielu lat projektują domy wzorowane na strukturze i kształcie organizmów żywych. Tymczasem w najnowszych projektach próbują posunąć się o krok dalej i stworzyć żywe domy, czyli takie, które będą same rosły, zmieniały kolor, strukturę, wielkość. Jednym ze zwolenników tej żywej architektury jest Mitchell Joachim, profesor New York University, który pracuje nad stworzeniem domu z żywych tkanek lub po prostu z „mięsa” – jak woli mówić. Jego domy, gdy nadejdzie ich pora, mają umierać jak żywe organizmy.
Biologia nie jest nudną nauką. Jest obecna we wszystkich aspektach naszego życia. Biologia jest życiem i codziennie dostarcza nam nowych pomysłów jak możemy z niej korzystać. I jeszcze jedno – poszukiwania i przemyślenia były potrzebne, by zafascynowała mnie jeszcze bardziej!
Agnieszka Truchan
Bibliografia:
• „Wiedza i Życie" nr 09/2008,
• Wikipedia.org.pl
Jednak po niezłomnych poszukiwaniach i intensywnych przemyśleniach znalazłam coś, co mnie zaintrygowało. To bionika.
Jest to nowa nauka, której termin po raz pierwszy pojawił się w 1960 r. na konferencji w Dayton. Bionika bada budowę i zasady działania różnych organizmów, a następnie wykorzystuje to w technice, medycynie czy architekturze. Obecnie dziedzina ta zwana również biomimetyką, bioinspirowaną inżynierią lub biomimikrą przeżywa prawdziwy rozkwit. Inaczej mówiąc bionika to wynalazki inspirowane przyrodą i to właśnie one mnie zafascynowały.
Jednym z pierwszych był zwykły (tak nam się teraz wydaje) rzep. Wynalazł go w 1941 roku szwajcarski chemik George de Mestral, którego zaintrygowały przyczepione do sierści psa rzepy, czyli owocostany łopianu (Arctium L.). Początkowo nikt poważnie o tym nie myślał, inżynier jednak nie poddawał się i zamówił rzepy w fabryce włókienniczej w Lyonie. Rzepy były zrobione z bawełny i działały, ale krótko. Dużo praktyczniejszy okazał się nylon - nie łamał się i można go było wytwarzać w różnych grubościach. Wynalazek dopracowano i zaczęto produkcję. Nie od razu rzepy doceniono - zaczęły być popularne właściwie dopiero wtedy, gdy poleciały w kosmos bo NASA wykorzystała je w skafandrach astronautów.
Bionika znajduje szerokie zastosowanie także w medycynie, gdzie coraz intensywniej korzysta się z urządzeń naśladujących naturalne funkcjonowanie różnych organów i części ciała. Doskonałym przykładem jest implant ślimakowy dla niesłyszących. Niedawno w mediach pojawiła się również informacja o sztucznej dłoni, która rozróżnia strukturę dotykanego przedmiotu (czy jest delikatny, miękki, kruchy, twardy itp.).
Świat zwierząt także dostarcza wiele pomysłów dla nowych odkryć. Jako przykład mogą posłużyć obserwacje lotu pelikanów. Naukowcy stwierdzili, że w chwili, gdy ptaki lecą kluczem, pelikany będące z tyłu korzystają z ciągu powietrza wytworzonego przez te, które są na przedzie. Mają wtedy tętno o 15% wolniejsze niż wtedy, kiedy wznoszą się pojedynczo. Specjaliści od aerodynamiki, bazując na powyższym schemacie, przeprowadzili eksperyment – wyposażyli samolot doświadczalny w skomplikowane urządzenia elektroniczne, dzięki którym pilot lecący z tyłu mógł utrzymywać swą maszynę mniej więcej w stałej pozycji względem odrzutowca lecącego z przodu. Odległość między samolotami wynosiła około 90 metrów. Okazało się, iż odrzutowiec lecący z tyłu napotykał o 20% mniejszy opór powietrza i zużył o 18% mniej paliwa. Wyniki testu potwierdziły, że pelikany instynktownie wykorzystywały uniwersalne prawa aerodynamiki.
Natomiast w południowej Afryce, stworzono kompleks budynków, w którym system wentylacji i chłodzenia wzorowano na pionowych kanałach w kopcach termitów. Przykładów bionicznych wynalazków jest wiele. Do najbardziej znanych należą powierzchnie samoczyszczące się wzorowane na liściu lotosu, pokrycia samolotów i kostiumy pływackie wzorowane na skórze rekina (mniejsze opory), strukturalne farby wzorowane na skrzydłach motyla (idea wykorzystywana do zabezpieczania kart kredytowych i w produkcji kosmetyków).
Jednak według mnie najbardziej zadziwiająca jest bionika w architekturze. Mam tu na myśli ideę powstania „żywych domów”. Architekci od wielu lat projektują domy wzorowane na strukturze i kształcie organizmów żywych. Tymczasem w najnowszych projektach próbują posunąć się o krok dalej i stworzyć żywe domy, czyli takie, które będą same rosły, zmieniały kolor, strukturę, wielkość. Jednym ze zwolenników tej żywej architektury jest Mitchell Joachim, profesor New York University, który pracuje nad stworzeniem domu z żywych tkanek lub po prostu z „mięsa” – jak woli mówić. Jego domy, gdy nadejdzie ich pora, mają umierać jak żywe organizmy.
Biologia nie jest nudną nauką. Jest obecna we wszystkich aspektach naszego życia. Biologia jest życiem i codziennie dostarcza nam nowych pomysłów jak możemy z niej korzystać. I jeszcze jedno – poszukiwania i przemyślenia były potrzebne, by zafascynowała mnie jeszcze bardziej!
Agnieszka Truchan
Bibliografia:
• „Wiedza i Życie" nr 09/2008,
• Wikipedia.org.pl
Subskrybuj:
Posty (Atom)






