sobota, 31 maja 2014

Było piknikowo...





Więcej zdjęć na Facebooku

piątek, 30 maja 2014

Na pikniku naukowym pokazujemy także naszych partnerów


Piknik naukowy jest dobrą okazja, aby pokazać, że potrafimy i chcemy współpracować. Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze jest nie tylko interdyscyplinarne ale także miedzyśrodowiskowe. Powoli się rozkręcami i rozszerzamy nasza wspolprfacę z organizacjami pozrasżadowymi, samorzodami i z biznesem.
Wiecej o sobotnik pikniku i dziedzictwie: http://dziedzictwo-kip.blogspot.com/2014/05/o-dziedzictwie-na-piniku-naukowym-31.html

St. Czachorowski

Jesteśmy już 7 raz na spartakiadzie dzieci i młodzieży niepełnosprawnych

Jesteśmy już 7 RAZ NA SPARTAKIADZIE DZIECI I MŁODZIEŻY NIEPEŁNOSPRAWNYCH. Zapraszam na kolejne spotkanie z mazurską przyrodą i historią na wesoło. INSTYTUT HORTITERAPII przygotował na Dzień Dziecka wiele atrakcji. Czeka na wszystkie dzieciaki niespodzianek moc. Spotykamy się w Zielonej Akademii wśród magicznych roślin, a będzie to czas kreatywnego spojrzenia na swoje możliwości. Integracja i zielony wolontariat dla ludzi i przyrody może być wspaniałą zabawą z kwiatami.

W Zielonej Akademii: odbywają się warsztaty: frotażowanie, dequpage z żywych roślin, powstają bajkowe ogrody w doniczkach, tworzymy roślinne obrazy i magiczne talizmany np. z pokrzywy, układamy bukiety marzeń. Na zajeciach Zielonej Akademii dowiecie się dużo o artystycznym recyklingu w stylu DIY. U nas można posłuchać kłobukowych opowieści o lesie i poznać legendy o skarbach ukrytych w jeziorach.Jest także niezwykła muzyka - oparta na dźwiękach natury muzyczna terapia - coś zielonego dla ducha. Zielone smakołyki i inne cuda ...

Mamy także coś dla rodziców i opiekunów naszych dzieciaków: rozmowy o ekologii i edukacji opartej na zrównoważonym rozwoju, a przede wszystkim odnoszące się do etnobotaniki regionu i ulubionej hortiterapii w mazurskich ogrodach. Warsztaty Hortiterapii - umożliwiają wyrażanie własnych emocji i poznawanie samych siebie. Pozwalają rozwijać pasje i umiejętności manualne każdego uczestnika warsztatów. Zajęcia odbywają się w naszej pracowni, bądź w innym wyznaczonym miejscu (szkoła, przedszkole, dom kultury, ośrodek terapii zajęciowej, itp.). W swojej działalności wyszczególniłam tematyczne programy: warsztaty i pokazy florystyczne hortiterapii, kompozycje z kwiatów ciętych, suszonych a także również z roślin doniczkowych np. ogrody w doniczkach, wykłady i szkolenia z ogrodoterapii i etnobotaniki, spotkania w Zielonej Akademii dla wszystkich grup wiekowych. Organizuję pokazy i wydarzenia artystyczne związane z dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym regionu. Zakładanie ogrodów hortiterapii, tworzenie kącików hortiterpeutycznych, zielonych placów zabaw, opracowałam autorski projekt koncepcji tzw. mobilnych ogrodów zdrowia i natury.

Program edykacyjno – hortiteraputyczny pt. Zielona Akademia zawiera zestaw zajęć artystyczno-edukacyjnych dla grup szkolnych, przedszkolnych, ośrodków kultury, ośrodków terapii zajęciowej a także dla osób indywidualnych. Warsztaty nasze stanowią doskonałe uzupełnienie szkolnej i przedszkolnej edukacji artystycznej.

 Mam przyjemność zaprosić Państwa do współpracy oraz wymiany myśli i doświadczeń. Zapraszam studentów do nas na praktyki.

Zofia Wojciechowska

czwartek, 29 maja 2014

II Warsztaty Filozoficzne



27 maja 2014 roku odbyły się II Warsztaty Filozoficzne dla uczniów i nauczycieli szkół ponadgimnazjalnych. Zajęcia zostały przeprowadzone przez pracowników Instytutu Filozofii UWM w Olsztynie:
  • dr Andrzej Kucner – Gdzie się zaczyna myślenie filozoficzne?
  • dr Agnieszka Biegalska – Co z tym postmodernizmem?
  • dr Jarosław Strzelecki – Jak myśleć kreatywnie, poprawnie i skutecznie
Na koniec spotkania dr Marta Śliwa zaprezentowała uczniom nowy kierunek kształcenia na UWM w Olsztynie – Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze.

Celem organizatorów Warsztatów Filozoficznych jest kształcenie w uczestnikach dociekliwości, refleksyjności i krytycyzmu wobec wiedzy, rozwijanie ogólnej sprawności intelektualnej i ciekawości poznawczej. Zajęcia prowadzone w formie wykładu, warsztatu oraz dyskusji mają na celu pogłębienie wiedzy z zakresu poszczególnych dziedzin filozofii, kształcenie umiejętności uczestnictwa w dialogu, prezentacji i obrony własnego stanowiska, a także rozumienia i tolerowania przeciwnika.

Warsztaty skierowane są do uczestników Olimpiady Filozoficznej, jak również do wszystkich zainteresowanych tematyką ogólnofilozoficzną. Odbywają się cyklicznie trzy razy w roku akademickim. Osoby zainteresowane zapraszamy do kontaktu i współpracy!

dr Jadwiga Błahut-Prusik,
telefon: 503 39 73 56, e-mail: jblahut@op.pl




wtorek, 27 maja 2014

Labirynt pana Herdera

Wydaje się, że z poszukiwaniem regionalnego dziedzictwa kulturowego jest dokładnie tak, jak z poszukiwaniem własnej tożsamości – nie tyle ono zdaje się być przedmiotem pamięci ile raczej konstrukcji.

(Dr Radzicki w czasie dyskusji i pracy w kawiarni naukowej, fot. S. Cz.)
Zawsze kiedy myślę o tzw. „tradycji” to przypomina mi się pewna zasłyszana opowieść o antropologach, którzy w odstępie jakichś 60 lat badali pewną wyspiarską społeczność. Dysponując dokładnym sprawozdaniem z wcześniejszych badań antropolodzy wiedzieli dokładnie jakie obyczajowe „nowinki” i praktyki zostały przyniesione wraz z pierwszymi badaczami. Tymczasem tubylcy zapytani od kiedy „robią to w ten sposób” jednomyślnie odpowiadali – że od „zawsze” przedstawiając sięgające dwóch pokoleń wstecz praktyki społeczne, jako ich tradycyjny sposób życia.

Ta historia mówi o skróceniu perspektywy czasowej w percepcji pewnych społecznych praktyk, z których tkamy nasze codzienne życie, czy konstruujemy nasz świat przeżywany. Tak samo – jak się zdaje – dzieje się z tzw. „dziedzictwem kulturowym”. Tak np. „tradycyjnym” składnikiem większości potraw warmińskich i mazurskich jest ziemniak, który wprowadzony został do uprawy w Prusach dzięki nakazowi Fryderyka II Wielkiego w drugiej połowie XVIII wieku, a rozprzestrzenił się dopiero w wieku XIX. Sposoby jego kulinarnego wykorzystania zapewne podlegały niezliczonej ilości modyfikacji, a migracje ludności – wcale nierzadkie – sprzyjały rozprzestrzenianiu się i mieszaniu różnych „tradycji”, na które raczej należałoby patrzeć, jako na wynalazki bądź eksperymenty kulinarne (to samo dotyczy, może jeszcze w większym stopniu, słynnych litewskich zeppelinów, doskonałych zresztą w całkiem polskich Wiżajnach). Podobnych przykładów każdy zapewne podałby bez liku, od – a jakże – „tradycyjnej” polskiej wieprzowiny poczynając, a na „tradycji” – oczywiście (!) – kończąc.

paradoks oryginalności

Jeszcze jedno, dwa pokolenia wstecz, sama koncepcja dziedzictwa-tradycji była nader często obarczana negatywną waloryzacją kulturową. Tym, co społecznie pożądane było nie tyle kontynuowanie przeszłości, tylko otwarcie na przyszłość – nowoczesność. To przecież nasza zdolność do przekraczania schematów i granic codziennego życia decydowała o naszej oryginalności i niepowtarzalności (można powiedzieć – potencjalnej ekscentryczności), które od renesansu poczynając stawały się coraz mocniejszymi charakterystykami naszej podmiotowości. Bez wątpienia – tzw. nowoczesna podmiotowość opierała się nie na tradycji, ale na nowoczesności, a ten sposób interpretacji i konstrukcji tożsamości wcale nie wydaje się wygasać. Świadome sięganie do „nowoczesności” pozwalało w ostatnich dwu stuleciach uzyskiwać przewagę cywilizacyjną i polityczną, a ci, którzy pozostawali w więzach tradycji, przegrywali wyścig o cywilizacyjny sukces.

Tymczasem w naszych współczesnych, usilnych staraniach (odkrycie/skonstruowanie regionalnej tożsamości) poszukujemy oryginalności i niepowtarzalności, odwołując się do tradycji i dziedzictwa, a nie do nowoczesności. Ot taki paradoks zafundowany nam przez kulturę skonstruowaną w oparciu o paradygmat ekonomiczności produkcji i masowej konsumpcji wszystkiego. Paradoksalnym – a jakże – symbolem tego procesu może być wprowadzanie przez koncern MC Donalda tzw. „regionalizmów” do swojej globalnej sieci.

labirynt

Zdaje się, że całemu temu ambarasowi przysłużył się wydatnie nasz przyszywany ziomek z Morąga – Johann Gottfried von Herder (+1803). To on u progu nowoczesności zasugerował, że tak, jak indywidua poszukują swojej oryginalności, tak też narody mają swoją własną niepowtarzalność, swojego ducha, którego nosicielem jest lud, a który powinien być fundamentem jego kultury. Herder wprowadził nas do labiryntu poszukiwania (które okazało się być konstruowaniem, ale co zrozumieliśmy stosunkowo późno i to za cenę dwóch wyniszczających wojen) własnej oryginalności, która miała stać podstawowym elementem konstrukcyjnym naszej podmiotowości. Problem polega na tym, że z fragmentów murów, które odziedziczyliśmy nie potrafimy zrekonstruować architektury budowli. Wędrujemy po zakamarkach naszego kulturowego labiryntu, co chwilę „odkrywając” jakiś zaułek i próbując ustalić na nim arche naszej tożsamości (bądź regionalności – na to samo wychodzi); za chwilę jednak to już inny korytarz wyda nam się bardziej właściwy i mamy gotowy naukowy spór o autentyczne dziedzictwo.

Z labiryntu Herdera nie ma wyjścia, ponieważ zaproponowane przez niego podstawowe kategorie interpretacyjne precyzyjnie je zamurowały. Raz dawszy się uwieść dyskursowi dziedzictwa i oryginalności możemy poruszać się tylko w jego wnętrzu. Całe szczęście, że czający się niegdyś w czeluściach narodowo-ludowej tożsamości minotaur cywilizacyjnego sukcesu został już chyba zamordowany, więc możemy błąkać się stosunkowo bezpiecznie.

bricolage

Czy zatem pozostało nam tylko paplanie, czy też możliwy jest jakiś konkret? Inaczej mówiąc – czy istnieje jakiś skuteczny sposób żeby z dziedzictwa wyżyć, żeby na dziedzictwie zarobić, skoro nowoczesność stała się passé? A dlaczego nie?

Znowu odwołam się do teorii podmiotowości. Nasza nowoczesna tożsamość postulat oryginalności realizuje w sposób, który możemy opisać za pomocą pojęcia bricolage a sytuacja współczesnych mieszkańców dawnych Prus (dzisiaj Warmia i Mazury) są doskonałym przykładem realizacji tej metody. Tożsamościowy bricoleur buduje swoje konstrukcje z tego, co znajduje pod ręką zakładając, że swobodna ekspresja tkwiących w nim potencjalności jest ciekawsza niż trzymanie się kanonów (w tym wypadku kulturowych). Dzięki temu regionalną tożsamość zamieszkałych głównie przez etnicznych Polaków (przynajmniej z paru odrębnych kulturowo regionów), Ukraińców i Łemków symbolizują zarówno pruskie „baby”, jak i krzyżackie zamki, przebudowane z protestanckich, katolickie kościoły z czerwonej cegły. Dzięki zasadzie ekspesywistycznego bricolage syn mazowiecko-wileńskiej hybrydowej tradycji może organizować bractwo rycerskie odwołujące się – przynajmniej nominalnie – do dziedzictwa zakonu niemieckiego i z dumą paradować w krzyżackim płaszczu, a inny emigrant z Pomorzą lub Śląska „odkryć” w sobie Prusa i angażować się w swoistą „rewitalizację” wymarłego ponad trzysta lat temu pruskiego języka, czy jeszcze wcześniej wygasłej plemiennej religii dawnych Prusów. Można jeszcze o mazurskich Indianach, o „rewitalizowanych Warmiakach” itd.

Uniwersalność bricolage, jako reguły konstruowania nowoczesnej tożsamości, sprawia jednak, że w środku tzw. mazurskiego krajobrazu kulturowego można dzisiaj spotkać dom postawiony w stylu zakopiańskim (też będącym efektem twórczego wysiłku konstrukcyjnego - wcale nie górala – Stanisława Witkiewicza), albo indiańską wioskę, czy miasteczko z dzikiego zachodu. Nowoczesny bricoleur czerpie z nieskończonych zasobów kulturowych globalnej wioski. Można by powiedzieć, że czerpie z dziedzictwa – a jakże – owej wioski.

Co zatem z tzw. „produktem regionalnym” – dokładniej – z wykorzystaniem potencjału kulturowego dziedzictwa regionu w budowaniu kapitału kulturowego i w przemyśle turystycznym? Wszystko w porządku o ile zaakceptujemy fakt, że każdy z nas ostatecznie decyduje o tym, co wyznacza horyzont jego samorozumienia a inni zdecydują o tym, czy nasz ekspresywistyczny projekt znajdzie uznanie. Może nim być nawet zupa z pokrzywy, która jeżeli się przyjmie jako często i szeroko serwowane u nas danie, za dwa pokolenia stanie się w powszechnym odczuciu naszych wnuków szacownym elementem wielowiekowej tradycji kulturowej, której początki zdolna będzie opowiedzieć legenda zapisana przez – a jakże – jakiegoś późnego wnuka Jurka Łapo.

Bogdan Radzicki

poniedziałek, 26 maja 2014

Dziedzictwo kulturowe regionu – między paplaniem a konkretem


W ramach pikniku naukowego UWM (zobacz nasz program) zapraszamy na dyskusję o poszukiwaniu autentycznego dziedzictwa kulturowego i markowych produktów turystycznych Warmii i Mazur (Starówka, Restauracja Cudne Manowce, od godz. 17.00). Jest to kontynuacja debaty nad talerzem zupy z pokrzywy nt. dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze a tożsamość regionalna (13 maja, w czasie Dni Humana, zobacz więcej).

Tym razem mocniej chcemy zaakcentować dialog między środowiskiem akademickim a praktykami (biznesem, samorządem, organizacjami pozarządowym). Ale i tym razem towarzyszyć będzie nam zupa z pokrzywy (i inne rekonstruowane potrawy) oraz samodzielne wykonywane talizmany z pokrzywy.

Chcemy zastanawiać się jak połączyć wysiłek naukowy z działaniami praktyków. Co myślą naukowcy o tym, co mogłoby być turystycznym produktem regionalnym a jak widzą to praktycy? Jak nauka może wskazać produkty turystyczne z zakresu dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego. I jak uczynić z nich markowe produkty turystyczne regionu. Innowacyjność w turystyce – bez środowiska akademickiego tego chyba się nie zrobi. Jak więc współpracować, aby powstawały konkrety?

Co jest kiczem i czczą paplaniną a co jest prawdziwym dziedzictwem regionu, zarówno w aspekcie kulturowym jak i przyrodniczym? Czy dziedzictwo jest pamięcią, która odkrywamy czy też raczej konstruktem, który nieustannie jest tworzony?

Dziedzictwo kulturowe częściej postrzegane jest w kontekście ministerialnych i unijnych funduszy, przeznaczanych na ratowanie dóbr kultury, z nobliwą ciszą muzealnych, swoiście martwych wnętrz, czy też rustykalnego klimatu wakacyjnych i przedświątecznych jarmarków ze smalce i kiszonymi ogórkami. Z kolei dziedzictwo przyrodnicze często kojarzy się z antyrozwojowymi protestami „ekologów”, przywiązujący się do drzew. Dużo rzadziej dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze kojarzy się z markowym produktem turystycznym i rzadziej tyką czy z rozpalającymi serca i umysły dyskusjami o fundamentalnych kwestiach dla funkcjonowania społeczeństwa.

Najczęściej dziedzictwo kulturowe rozpatrywane jest jako oderwane od dziedzictwa przyrodniczego, jako dwa niezależne od siebie byty. Symbolicznie talerzem zupy z pokrzywy chcielibyśmy połączy te sztucznie rozdzielone zjawiska i sprowokować do poszukiwań wzajemnych uwarunkowań kultury i przyrody, poszukiwań akademickich jak i bardzo utylitarnych. Gastronomiczny i rękodzielniczy kontekst ma wprowadzić do dyskusji wymiar praktyczny. Pomoże w tym nie tylko zupa z pokrzywy, ale także goście – praktycy z instytucji samorządowych zarządzających dziedzictwem kulturowym i przyrodniczym w naszym regionie, przedstawiciele organizacji pozarządowych działających w tym obszarze, a także przedsiębiorcy starający się wykorzystać elementy dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego w swoich ofertach rynkowych.

Dyskusji poza zupą z pokrzywy towarzyszyć będą także warsztaty wykonywania talizmamów z pokrzywy, oraz malowanie bioróżnorodności na recyklingowym szkle


W przyszłości nosimy się także z zamiarem kontynuacji dyskusji o dziedzictwie kulturowym i przyrodniczym, ale tym razem poza Olsztynem, w różnych miejscowościach naszego regionu (kawiarnia naukowa na wakacjach). Myślimy o cyklu spotkań interdyscyplinarnych by się poznać, by rozpoznać różne punkty widzenia i różne środowiska. Planujemy spotkania dyskusyjne wyjazdowe. Wszak jesteśmy krainą nie tylko tysiąca jezior, ale i krainą cittaslow oraz siódmym, przyrodniczym cudem świata.

Stanisław Czachorowski

sobota, 24 maja 2014

I ty możesz mieć własną "babę" (Pruską)


31 Maja 2014, Rynek Starego Miasta w Olsztynie 12.00-16.00 (czytaj więcej o programie)

Baby pruskie, choć znane co najmniej od XVIII wieku stały się ostatnio jednym z kulturowych markerów naszego regionu, a nawet - nieźle podobno – sprzedającym się produktem. Fenomen antropologicznych figur kamiennych znanych z obszaru dawnych ziem pruskich pozostaje do dzisiaj niewyjaśnioną tajemnicą. Naukowcy od lat spierają się o to – czym właściwie owe posągi są i po co powstały.

Niestety 31 maja nie rozwiążemy tej zagadki, ale niezależnie od historycznych ról, w jakich owym tajemniczym postaciom przychodziło występować, proponujemy Państwu zabawę z nami w lepienie „pruskich bab” z gliny. Glina nie kamień, łatwiej poddaje się kształtowaniu, ale sama również potrafi sprawić psikusa niewprawnym rękom. Dlatego do pomocy Państwu staną nasi instruktorzy, którzy będą służyli wsparciem teoretycznym i praktycznym wszystkim potrzebującym. Ulepioną figurę – kopię któregoś ze znanym egzemplarzy, bądź własną wizję duchowo-artystyczną tej tajemniczej postaci można będzie zabrać sobie do domu i odtąd już wiedzieć na pewno, że duch dawnych Prusów stale nam towarzyszy.

W trakcie czterogodzinnego warsztatu będzie można również wysłuchać opowieści dra Mirosława Hoffmanna z Towarzystwa Naukowego Pruthenia o historii i kontekstach odkrywania znanym nam egzemplarzy kamiennych figur. Serdecznie zapraszamy

Bogdan Radzicki