niedziela, 24 sierpnia 2014

Średniowieczny Olsztyn - Rycerskie Miasto





 Trzydniowy Festiwal „Średniowieczny Olsztyn - Rycerskie Miasto” to okazja do pznania średniowiecza. Tego, jak żyli ludzie, pobawienia sie w rycerzy, posłuchania dawnej muzyki. W pewnym sensie jest to interaktywne muzem (nie tylko oglądanie, ale uczestnoctwo i przezywanie). To także poromocja lokalnej zywności i lokalnego rekodzieła.

St.Cz.








piątek, 22 sierpnia 2014

12th Annual University of Miami Graduate Student Conference: Biomedical Epistemology and Bioethics

Call For Papers 12th Annual University of Miami Graduate Student Conference: Biomedical Epistemology and Bioethics.
Date: October 16th-18th 2014
Place: Miami, Florida Keynote Addresses: John Arras (University of Virginia) and Rebecca Kukla (Georgetown University) (topics: TBA)
Submission Deadline: September 15th 2014 The Department of Philosophy at the University of Miami invites submissions for its annual graduate student conference.

This year, we are interested in papers directly related to the ethical or epistemological issues arising in the field of medicine (or an intersection of such issues); e.g., issues related to clinical trials, public health policy, human enhancement, etc. Papers responding to Dr. Arras’ or Dr. Kukla’s work are especially encouraged. However, if you think you can make a positive contribution to the conference, papers dealing with philosophical issues in medicine more broadly construed are also welcomed. Submission Guidelines: 1. Papers should be no more than 3000 words, or 30 minutes reading time. 2. Papers should be prepared for blind review (no identifying information), and accompanied by a title page including: a) Author’s name b) Academic status and affiliation c) Contact information (e-mail address preferably) d) 150 word abstract 3. Send electronic copies in .doc or .pdf format to um.philosophy.conference@gmail.com or send two paper copies to: Lance Aschliman UM Philosophy Department PO Box 248054 Coral Gables, FL 33124-4670, USA For more information, email um.philosophy.conference@gmail.com.

For information on previous conferences, visit http://www.miami.edu/phi/gradconference/.

środa, 20 sierpnia 2014

Bałtyckie dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze


W dniach 24-26 sierpnia odbędzie się na terenie Kortowa 23. Konferencja Parlamentarna Morza Bałtyckiego. Głównym tematem będzie dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze jako element harmonijnej przyszłości krajów regionu Morza Bałtyckiego. Jest mowa i o naszym kierunku, pierwszym takim kierunku w Polsce.

Informacja z dzisiejszej Gazety Uniwersyteckiej (wkładna do Gazety Olsztyńskiej), środa 20 sierpnia 2014.

wtorek, 19 sierpnia 2014

O wakacyjnej turystyce historycznej czyli czarodzieje i mugole


Tak zwanawakacyjna turystyka historyczna toczy się od festynu do festiwalu. Od świata Wikingów do Prusów i Słowian i z powrotem do epoki brązu itp. Już nie tylko miasta i miasteczka, ale i co bardziej obrotne gminy festyny archeologiczno-historyczne; nie wspomnę o rekonstrukcjach bitew, festiwalach dziedzictwa kulinarnego i nie wiem co tam jeszcze.

Można by zatem sądzić, że turystyka hi-storyczna jest naszą regionalną specjalnością, jak to się ładnie mówi - produktem regionalnym. No może nie wyłącznie naszą, ale niewątpliwie ogonami tu nie jesteśmy. Tymczasem jednak wydaje się, że ten produkt zwrócony jest zdecydowanie na klienta wewnętrznego, lokalnego: najczęstszymi gośćmi (nierzadko jedynymi) tych wydarzeń są okoliczni mieszkańcy (tak było chyba właśnie w Elblągu). Więc nie tyle chodzi o produkt turystyczny, ale może bardziej o edukację historyczną? To jednak chyba również nie to.

Edukacji z reguły podczas tych pokazów za wiele jednak nie ma. Większość z tych projektów realizowanych jest według strategii: "przyjdź i popatrz" i realizuje społeczny program „światów oglądanych”. Bardziej życiowo odważne dzieci cieszą się najczęściej przywilejem tzw. „macania” i uczestnictwa. Dla nich organizuje się zabawy, lepienie gliny, przymierzalnie itp. A przecież tzw. rekonstrukcją historyczną najlepiej zdaje się bawić młodzież i dorośli. To oni tworzą korpus rekonstruktorstwa polskiego a nawet międzynarodówkę rekonstruktorów. I zdaje się, że oni właśnie (szczególnie członkowie tzw. bractw rycerskich i drużyn wojów wsze-lakiej proweniencji) bawią się na tych imprezach najlepiej.

Nie jest też oczywiście tak, że dorosła publiczność rwie się do lepienia ceramiki na kole czy z wałeczków, wyplatania koszyków, czy tkania na tabliczkach (może do publicznie akceptowanej bójki, zwanej pospolicie i chyba na wyrost - rekonstrukcją bitwy, chętnych by się znalazło więcej). Szerokiej publiczności zdaje się odpowiadać taka konwencja, w której zachowany zostaje klasyczny rozdział między sceną a widownią z nieodzowną funkcją kurtyny, za którą toczy się prawdziwe życie.

Skąd zatem niezwykła popularność tego typu wydarzeń i dlaczego skoro cechuje nas, jako społeczeństwo, takie zainteresowanie historią - tak niewiele ostatecznie o przeszłości (tej lokalnej, bliskiej i tej szerszej - powszechnej), jako to samo społeczeństwo, wiemy? Nie mam dobrej odpowiedzi na to pytanie, zapewne profesjonalny socjolog zaproponowałby jakieś mądre wyjaśnienie. Być może jest tak, że w taki stosunkowo nie wymagający sposób załatwiamy sobie społecznie jakiś aspekt naszej potrzeby zakorzenienia. Temat pewnie wymagałby szerszego potraktowania.

Konia z rzędem (bałtyjskim oczywiście) temu, kto odwróci ten trend i skutecznie zmieni praktykę realizacji tego rodzaju wydarzeń wedle strategii: "doświadcz tego na sobie", lub: "zobacz - weź i spróbuj sam". Trzeba jednak zapytać - czy taka zmiana jest jednak komuś rzeczywiście potrzebna? Przecież na co dzień w większości przypadków wystarczają nam światy oglądane, a nie przeżywane. Paradoks sytuacji polega na tym, że kiedy jedni („czarodzieje”) realizują się tworząc swoje własne alternatywne historie w alternatyw-nym świecie rekonstrukcji historycznej, drudzy („mugole”) dopuszczani są jedynie do oglądania spektaklu i najczęściej ta pozycja widza całkowi-cie im wystarcza.

Bogdan Radzicki

niedziela, 17 sierpnia 2014

Zielarnia Warmińska


Coraz więcej w regionie pojawia się sklepików (i usług), czerpiących z przyrodniczego bogactwa regionu. Jeden z wielu elementów biogospodarki. Coraz bardziej zaznaczająca się lokalność. Przykładem jest olsztyński sklepik z ziołami "Zielarnia Warmińska". Uwagę zwraca nie tylko bogata oferta ale i oryginalny wystrój wnętrza, przypomijący bardziej chatkę babci zielarki niz tradycyjny sklep.  Oczywiście, produkty nie tylko lokalne.

Stanisław Czachorowski 
(fot. i tekst)





piątek, 15 sierpnia 2014

Sztynort - taki wielki, taki mało znany

  

Warto poznawać nasz region bowiem posiada wciąż zapomniane lub niedostrzegane historie i ta-jemnice. Nasze poszukiwawczo-odkrywcze wyprawy mogą zaprowadzić do miejsc niezwykłych, często znanych tylko garstce pasjonatów. Każde z nich posiada swój kontekst. By w pełni zrozu-mieć otaczający nas świat ten duży i ten małych ojczyzn trzeba poznać powody, dla których tok historii miał taki właśnie przebieg. Do takich miejsc z pewnością zalicza się niewielka wieś Sztynort położona na szlaku Wielkich Jezior Mazurskich.

Sztynort a właściwie Sztynort Wielki leży w mniej więcej połowie drogi wodnej pomiędzy Węgo-rzewem a Giżyckiem. Już sama lokalizacja jest niezwykle interesująca. W czasach przed chrześci-jańskich, czyli zanim przybyli tu Krzyżacy, była to przede wszystkim wielka puszcza poprzetykana jeziorami - „grosse wildnis am see" jak widnieje w akcie nadania tych ziem Lehndorffom. Wyob-raźmy sobie prawdziwą puszczę ze starymi dębami, nieprzebytymi bagnami i pełną zwierzyny. Warto o tym pamiętać bo w przyszłości okaże się jak nadal jest to cenny obiekt. Ciężki teren nie sprzyjał osadnictwu. Może dlatego dla okolicznych Prusów był to teren graniczny pomiędzy Galin-dami, Sudowami, Bartami i Nadrowami. Niewielkie osiedle ludzkie istniało sobie „gdzieś” nad je-ziorem, niedaleko rzeki nazwanej zapewne sztynorcką. Miejsce dosyć charakterystyczne bowiem obfitowało w wielkie głazy narzutowe. To od nich pochodzi nazwa Sztynort, z niemieckiego Stei-nort (stein - kamień, ort - miejsce).

Kto wie może nawet wielki mistrz zakonu Winrych von Kniprode w 1397 r., w czasie swojego spływu ku Wiśle zatrzymał się tu na nocleg. Wyprawa znamienna bowiem to pierwszy na tym tere-nie taki spływ, a szlak wodny z Węgorzewa przez Wielkie Jeziora Mazurskie, Pisę, Narew i Wisłę do Bałtyku jest żeglowny do dzisiaj. W czasach kiedy rozwijało się pobliskie Węgorzewo, zaczęto piętrzyć wodę na rzece Węgorapie na potrzeby przyzamkowego młyna. Efektem tego jest północna część sztucznie utrzymywanych(!) Wielkich Jezior Mazurskich. W wyniku podniesienia poziomu wody z kilku mniejszych jezior powstały Mamry, Święcajty, Dobskie, Dargin itd. Rzeka Sztynort stała się jeziorem Kirsajty czyli przesmykiem pomiędzy Darginem i Mamrami. Zanim wybudowano most, by od wschodu dotrzeć do Sztynortu, trzeba było przeprawiać się promem. Teraz z tego miejsca możemy podziwiać piękne widoki na okoliczne jeziora.

(Skraj Puszczy Sztynorckiej)
Być może nie było to zamierzeniem inicjatorów pomysłu ale pod wodą znalazł się też główny trakt do jedynego w okolicy kościoła w Węgielsztynie (zanim wybudowano kościół w Węgorzewie.) Wyłoniła się też największa mazurska wyspa Upałty (należąca oczywiście do Lehndorffów). Miej-sce to niezwykłe. Przed II Wojną Światową mieściła się tam karczma, a do brzegów regularnie przybijały statki z turystami. Już wtedy południowa część objęta ochroną przeznaczona była dla przyrody. Miejscowy nauczyciel i zapalony badacz tych terenów A. Quednau zgodnie ze swoją ostatnią wolą został pochowany na wyspie. Grób istnieje do dzisiaj a zniszczoną tablicę z inskrypcją zastąpiono nową. Dzisiaj całość objęta jest ochroną rezerwatową.

Była jeszcze wyspa nazywana „piramidową”. Rzeczywiście stała na niej piramida wysokości ok 13 m. Wzniósł ją hrabia Lehndorff swemu przyjacielowi hrabiemu Donnersmarckowi. Niektórzy wiążą to z popularnym w XVIII w ruchem masońskim (na Mazurach do dzisiaj stoi inna piramida wzniesiona przez hrabiego von Fahrenheida w Rapie k/Bań Mazurskich).

Każdy żeglarz przypływający do Sztynortu wie gdzie jest kanał sztynorcki. Niewielu jednak wie, że pierwotnie taką nazwę nosił kanał wykopany przez pałacowy park (jego resztki istnieją do dzisiaj). Szybko dopłynąć nim można było właśnie na Upałty. Kiedy piętrzone wody jezior pochłonęły „sta-ry” Sztynort, powstała kamienna rafa. Żeglarze dobrze znają to miejsce opisywane na mapach jako głazy sztynorckie. Są one zdradliwe ponieważ nie wystają z toni i nieobeznany żeglarz może uszkodzić na nich łódź. By temu zapobiec ustawiono odpowiednie znaki na wodzie. Wieś przenie-siono w bezpieczne wyżej położone miejsce, gdzie istnieje do dzisiaj. Tutaj powstał Sztynort Wielki.

Samo położenie wsi jest niezwykle atrakcyjne. Półwysep z trzech stron otoczony jeziorami, od pół-nocy porośnięty puszczą od południa małe wewnętrzne jeziorko, od wschodu droga prowadzi rów-nież przez jezioro i to wszystko w samym sercu Mazur. Dogodne miejsce na założenie rodowej siedziby, godnej hrabiowskiego tytułu. Pierwszy dwór powstał w połowie XVI w. Jednym z dzie-dziców był hasverus Gerharda Lehndorff, postać niezwykle barwna. Służył Janowi Kazimierzowi i Fryderykowi Wilhelmowii. Miał rozliczne kontakty i zasługi na dworach w wielu krajach Europy. Wiele lat podróżował, brał nawet udział w wyprawie przeciwko piratom. Za jego czasów posadzo-no słynne sztynorckie dęby. Natomiast dwór nie miał za wiele szczęścia bowiem jak pisze M. Orłowicz w swoim „Ilustrowanym przewodniku po Mazurach Pruskich i Warmii”: „W 1656 został złupiony i spalony przez Tatarów. Ówczesna właścicielka hr. Marianna Lehndorff ze Szlichtyngów wzięta w jasyr, skończyła życie jako niewolnica jakiegoś Żyda w Konstantynopolu”. Trzecia żona dyplomaty Maria Eleonora von Donhoff rozpoczęła budowę właściwego pałacu i słynnego ogrodu. Wnuk Ahasverusa, Ernst Ahasverus był mocno zaprzyjaźniony z biskupem warmińskim Ignacym Krasickim, który często bywał w Sztynorcie. Ponoć to biskup w czasie jednej z wizyt będąc pod nieodpartym urokiem tego miejsca powiedział: „kto posiada Sztynort posiada całe Mazury”.

Znaną kobietą obok Marii Eleonory była Anna von Lehndorff z domu Hahn. Prowadziła działalność filantropijną polegającą między innymi na wspieraniu edukacji osób utalentowanych. To za jej czasów powstała kaplica nad jeziorem, do której prowadzi urocza aleja dębowa. Na początku XIX było tu 5800 ha ziemi i 17 majątków, później powołano fidekomis obejmujący 37 majątków, który miał zapobiec rozdrobnieniu dóbr (zasada podobna do polskiej ordynacji). Funkcjonowała tu świet-na stajnia koni sportowych. Karol Meinhard jako dyplomata i żołnierz znajdował czas na swoją wielka pasję - hodowlę koni. To zapewne z jego czasów pochodzi stojąca do dzisiaj stajnia (obecnie szkutnia). Uważany był za wybitnego znawcę tematu, pełnił obowiązki generalnego dyrektora Pru-skich Stadnin Państwowych. Syn Karola Siegfrid był przez 9 lat dyrektorem największej pruskiej stadniny w Trakenach. Stadnina ta była wielką chlubą państwa pruskiego i do dzisiaj konie tej rasy są cenione i hodowane na całym świecie (o koniach trakeńskich, ich sukcesach olimpijskich i praw-dziwym szampanie napiszę przy okazji dnia św. Huberta). Przez setki lat na skutek różnych koligacji z arystokracją von Lehndorffowie stali się wpływową rodziną w Prusach Wschodnich. Posiadali również drugi klucz dóbr w Sambii w powiecie Rybaki. Boczna linia posiadała majątek w Preyl. W wyniku hulaszczego trybu życia syna Anny Karola ma-jątek na trzy lata przed wybuchem II Wojny Światowej przejął młody i energiczny Heinrich Lehn-dorff z Preyl. Postać romantyczna i tragiczna, która umiłowała wyprawy konne, włóczęgi z fuzją ale przede wszystkim trzeźwo patrzyła na otaczający ją świat. W czasie wojny część pałacu zajął Joachim von Ribbentrop minister spraw zagranicznych III Rzeszy (minister musiał przebywać blisko głównej kwatery Hitlera w Gierłoży). W lasach sztynorckich nad kanałem mazurskim ulokowano naczelne dowództwo sił lądowych. Heinrich wziął udział razem ze Staufenbergiem w zamachu na Hitlera. Wiedział czym grozi rodzinie ewentualne fiasko, mimo to podjął się tego zadania. Jako spiskowiec zapłacił życiem. Rodzinę pozbawiono majątku a matce odebrano trzy córki i ciężarną wysłano obozu pracy. Bliżej o genezie i okolicznościach najbardziej znanego zamachu na Fuhrera pisze Marion hrabina Donhoff w swojej książce pt.: „W imię honoru” (M. Donhoff krewna Lehndorffów przez wiele lat po wojnie była najpierw redaktorem naczelnym, a później wydawcą „Die Zeit”. W czasach powojennych sprzyjała kontaktom polsko - niemieckim).

W 1945r . pałac zajęli Rosjanie. Przez dwa lata zwożono tu grabione mienie z Prus Wschodnich. Po wyjeździe Rosjan zostały resztki wyposażenia. Potem nastał czas PGR-ów. Pałac ciężko przeżył czas przemian ustrojowych. Przechodził z rąk do rąk coraz bardziej niszczejąc. Park w niczym nie przypomina tego barokowego z uporządkowanymi, alejkami, pełnego rzeźb egzotycznych roślin i budowli ogrodowych służącym paniom w krynolinach. Obecnie pałacem zajmuje się polsko-niemiecka fundacja. Kilka lat temu pierwszy raz od opuszczenia w 1944 r. pałac odwiedziła Vera von Lehndorff (córka Heinricha), w świecie mody w latach 60-tych znana jako topowa modelka Veruschka.

(Aleja prowadząca dop kaplicy cmentarnej)
Sztynort kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic. Jedną z nich niedawno odkryli przyrodnicy. Za pała-cem jest stary park, za parkiem na bagnach od mostu na Kirsajtach aż po Kietlice rozciąga się las. Badania wykazały, że jest on miejscem występowania niezwykle rzadkie gatunki owadów związane z lasami naturalnymi. Za wyjątkiem Puszczy Białowieskiej (która jest niedoścignionym wzorem) żadne miejsce w kraju nie dorównuje pod tym względem Sztynortowi. Dla ochrony tego dziedzic-twa utworzono rezerwat. Na Upałtach już przed 1939 roku był rezerwat w związku z tym można domniemywać, że i tam czekają nas niespodzianki. Wymaga to jednak dalszych prac badawczych. Tak więc w sercu Mazur uchowała się prastara puszcza niczym „grosse wildnis" z czasów Knipro-dego. W połączeniu z systemem jezior tworzy ciekawy ekosystem niespotykany nigdzie indziej (o którym szerzej napisze innym razem).

Na przestrzeni wieków wytworzył się niepowtarzalny krajobraz kulturowy i przyrodniczy. Od czasów krzyżackich aż do końca ostatniej wielkiej wojny były to włości potężnego rodu, ze stosownym pałacem i wszystkimi atrybutami, które taka majętność musi posiadać. Przez setki lat umacniali oni swoja pozycje w państwie. Obok hulaków i dziwaków byli tez mężowie stanu, humaniści, zasłużeni na europejskich dworach, w chwilach ciężkiej próby kierujący się wyższymi celami nawet ponad dobro własnej rodziny. Brak dobrego gospodarza w ostatnim półwieczu sprawił, że wszystko popadło w ruinę.

Dawniej zbiory z pałacu w połączeniu z piękną przyroda zachwycały przyjezdnych. Nie tylko Krasicki ale i Toeppen, Pisanski, Kętrzyński zwracali uwagę na wyjątkowość tego miejsca. Współcześni naukowcy, również ludzie kierujący się zwykłymi kryteriami piękna potwierdzają tą opinie. Trzeba tylko oczami wyobraźni przedrzeć się przez lata zaniedbań. W nieco szerszej skali mamy tutaj siec powiązań z byłymi folwarkami, lub dobrami innych zamożnych rodzin. Koligacje rodzinne z najbardziej wpływowymi rodami pruskimi, polskimi a nawet z dzisiejszą królową angielską (powiązania Lehndorffów z koroną brytyjską przedstawił J.M. Łapo historyk z Węgorzewa). W regionie aleje wzdłuż dróg łączą dawne dwory z folwarkami. Są kanały wodne, śluzy, jeziora i piękne puszcze. Krajobraz kulturowy regionu tworzą dominanty kościołów, ciągi komunikacyjne, historyczne zabudowy wsi i założenia pałacowo-parkowe. To wszystko wtopione w dobrze zacho-waną przyrodę. 

Takich „Sztynortów” na Warmii i Mazurach jest wiele. Potencjał rodzimych dużych założeń pała-cowo-parkowych i mniejszych siedlisk w niczym nie ustępuje tak znanym jak brytyjskie czy pro-wansalskie . To od naszych decyzji zależy czy uda nam się wykorzystać bogatą spuściznę kulturo-wą. Sztynort świetnie pokazuje jak ważna jest pamięć społeczeństwa o dziejach regionu. Bez niej można bezpowrotnie stracić najcenniejsze jej elementy. Przykłady z innych części kraju czy świata wskazują jak wykorzystać tak bogatą spuściznę do rozwoju ekonomicznego.

Patrzę z nadzieją w przyszłość. Pałac w Galinach udało się podnieść z ruiny, podobnie Nakomiady. Mazurska przyroda trzyma się nieźle, odradza się Puszcza Sztynorcka. W sztynorckim pałacu widać prace konserwacyjne, drewniany „dwór łowczego” prywatny inwestor przeniósł do Gałkowa i po remoncie funkcjonuje w nim restauracja (tak jak przed wojną).

Paweł Szyszko

czwartek, 14 sierpnia 2014

Zaproszenie na staż w Komisji Europejskiej


Szanowni Państwo,
Będę ogromnie wdzięczna za pomoc w dystrybucji informacji o możliwości odbycia stażu w Komisji Europejskiej. Komisja zaprasza osoby posiadające wykształcenie wyższe (licencjat), które chciałyby zdobyć niepowtarzalne doświadczenie zawodowe, interesują się sprawami Unii Europejskiej, chcące sprawdzić się w pracy w instytucji Międzynarodowej. Rekrutacja na marcową edycję 2015 trwa do 29 sierpnia, do godz. 12.00. Komisja nie wymaga doświadczenia zawodowego, a w zgłoszeniu liczy się na przykład działalność studencka czy naukowa. Trzeba po prostu mieć ukończone studia wyższe (co najmniej licencjat) i posługiwać się jednym z języków oficjalnych Unii Europejskiej (w tym język polski) oraz jednym z języków roboczych UE (angielski, francuski lub niemiecki).

Staż można odbywać we wszystkich dyrekcjach i służbach Komisji Europejskiej, niekoniecznie w Brukseli, może być to na przykład Przedstawicielstwo KE w Warszawie czy Wrocławiu, ale także wybrany, inny kraj Unii Europejskiej. Jednak w przypadku tych ostatnich, nie wszystkie Przedstawicielstwa w tym samym czasie przyjmują stażystów. Może się zdarzyć, że ktoś jako preferowane miejsce odbycia stażu wskaże Pragę, a tymczasem staż w Pradze nie będzie w tym czasie możliwy. W ciągu roku odbywają się dwie edycje 5-miesięcznego stażu w Komisji Europejskiej: od października do lutego i od marca do końca lipca. W czasie stażu, otrzymuje się miesięczne wynagrodzenie w wysokości ponad 1000 euro. W tej chwili trwa nabór na edycję letnią, a więc zgłaszając się do 29 sierpnia (do godz. 12), chętni mają szansę dostać się na staż od marca 2015 roku. Zapraszam na stronę www.ec.europa.eu/stages/ i zachęcam do wypełnienia formularza zgłoszeniowego.

Więcej informacji znajdziecie Państwo pod adresem: http://ec.europa.eu/polska/news/140806_podejmij_wyzwanie_pl.htm

Z poważaniem
Małgorzata Wasilenko 
Director Regional Office of the Warmińsko-Mazurskie Voivodeship in Brussels East Poland House Avenue de Tervueren 48 1040 Brussels, Belgiumtel. 0032 2 738 02 26fax 0032 2 735 33 20