środa, 26 grudnia 2018

Życzenia od naszych Przyjaciół z Francji


niedziela, 23 grudnia 2018

Karp – na święta i codziennie



Karp – ryba najbardziej kojarzona ze świętami Bożego Narodzenia. Przez jednych lubiana, przez drugich niekoniecznie. Pewnym jest, że od wielu wieków wpisała się w ramy kulinarne naszej historii.

1. Habitat i kilka słów o karpiu
Karp (Cyprinus carpio L.) słodkowodna ryba z rodziny karpiowatych (Cyprinidae). Znany i poławiany jako ryba konsumpcyjna. Na świecie żyje w zlewiskach mórz: Czarnego, Kaspijskiego i Aralskiego. Odmiany hodowlane popularne są w hodowli jak i w wodach otwartych całego świata. Spotykany w głębokich rzekach, starorzeczach, rozlewiskach i odnogach rzek. Dzika forma karpia zwana jest Sazanem. Karp to ryba hodowana w celach gospodarczych. Od tysięcy lat hoduje się ją w stawach. Wprowadzany jest do wód otwartych. Wędkarze łowią go na grunt (tzw. wędkarstwo karpiowe) oraz na spławik. W USA i Australii gatunek karpia uważany jest za inwazyjny, określa się go mianem szkodnika. W tych krajach nie ma tradycji spożywania potraw z karpia, jak to się dzieje u nas. W Polsce zarybienie wód otwartych karpiem jest wysokie; wynosi 80%. Jednakże, proceder ten przyczynia się do degradacji i zamulania dna. Dlatego też, niektórzy ludzie uważają, że mięso z karpia ma aromat „mułu”. W Polsce okres ochronny w połowach karpia nie istnieje. Karp hodowany
w gospodarce stawowej jest udomowioną formą karpia dzikiego, pochodzącego z Azji. Jest rybą odporną na duże amplitudy temperatury, dobrze znosi zarówno upalne lata jak i mroźne zimy. W zimę zapada w letarg, znosi dobrze małą zawartość tlenu w wodzie. Zaletą produkcji karpia na skalę towarową jest też dobre znoszenie przez ryby długiego transportu oraz przebywanie w zbiornikach poza hodowlą w gospodarstwie.

2. Zwyczaje świąteczne, znane i mniej znane
Karp to popularna ryba pojawiająca się na naszych świątecznych stołach. Szczególnie przed świętami możemy nabyć tę rybę w supermarketach czy sklepach rybnych. U mnie w domu popularnymi potrawami są: zupa rybna z dużą ilością warzyw; gotowana z łba karpia. Karp w formie dzwonka w sosie chrzanowym. Ta wersja ryby jest pieczona oraz klopsiki z karpia w galarecie. Sądzę, że w każdym domu, w zależności od tradycji znalazłoby się wiele różnych potraw na bazie karpia. Jedyną niedogodnością w jedzeniu karpia jest występowanie dużej ilości ości, co zniechęca do jedzenia tej ryby i każe konsumującemu „dłubanie” ryby po kawałku. Chcąc wyeliminować proces ogłuszania ryby w domu, można zakupić gotowe filety z karpia i przygotować karpia w różnych postaciach. W Internecie jest wiele przepisów na przyrządzenie potraw z karpia. W końcu święta nie muszą być tradycyjne i nudne pod względem kulinarnym. U mnie w domu, zwyczajem świątecznym jest wkładanie pod talerz kilku łusek karpia. Zwyczaj ten ma sprawić, że człowiek będzie bogaty. Ja swoje łuski zalaminowałam i noszę po dziś dzień w portfelu.

3. Karp wędzony
W gospodarstwie moich rodziców w stawie mamy kilka karpi. Któregoś roku zdecydowaliśmy karpia uwędzić w przydomowej wędzarni. Kawałki karpia natarliśmy solą. Następnego dnia rybę uwędzono. Po uwędzeniu kawałki przyprószono pieprzem cytrynowym. Karp wędzony był smaczny i dobrze prezentował się pod względem wizualnym.

4. Moje doświadczenia w sprzedaży karpia
Miałam sposobność pracować na stanowisku sprzedaży karpia. Praca podobała mi się. Przed przystąpieniem do pracy byłam zapoznana z charakterystyką pracy na tym stanowisku. Zazwyczaj kupujący brali rybę ogłuszoną. Ogłuszenie ryby trzeba było wykonać w osłoniętym miejscu, z dala od wzroku kupujących. Rybę zapakować do torby i zważyć. Nieliczni klienci kupowali rybę żywą. Do transportu takiej wersji karpia; wkładałam do torby specjalną siatkę na którą kładłam karpia tak, żeby folia nie przykleiła się do powierzchni ciała. Na każdym etapie trzeba było dbać o dobrostan zwierzęcia. Osobiście dla mnie była to praca taka jak każda inna. Zaś czas świąteczny i przedświąteczny zawsze będzie mi się kojarzył z karpiem.

Natalia Machałem

Literatura
doświadczenia własne
Foto: N. Machałek

piątek, 19 października 2018

Tydzień otwartej nauki


wtorek, 2 października 2018

O potencjalności jajka, narciarskim skoczku i śnie brunatnego niedźwiedzia


Jajko, podobnie, jak dobrze zapakowany prezent, kryje w sobie tajemnicę, oddzielając w sposób zdecydowany to co wewnętrzne (byt) od okrążającego (otulającego) go niebytu. Byt zawdzięcza swoje istnienie niebytowi i potencjalności, chyba że w pojęciu niebyt umieścimy zarówno nicość jak i potencjalność. To co nieznane i niewidoczne gołym okiem jest otoczone konkretem, oddzielając w swej strukturze granice między tym co widoczne na zewnątrz, a tym co skryte. To co skryte nie odnosi się wyłącznie do sfery wizualnej, ale i do słuchowej; jak na przykładzieniech nikt nie słyszy wypowiadanych przeze mnie myśli! Jeśli, na przykład, zatrzymamy się przy początkującym pisarzu, to zauważymy, że wyraźnie oddzieli granice między przepływem myśli ze sfery prywatnej do publicznej. Upublicznienie myśli poprzez jej przedwczesną globalizację jest procesem wręcz brutalnym dla początkującego pisarza. Dziś coraz częściej zanikają granice między tym co prywatne, a tym co publiczne. W mediach społecznościowych widzimy opublikowane fotografie ludzi podczas ekstazy modlitewno-medytacyjnej lub zanotowaną i rozpowszechnioną mimikę gniewu manifestujących. Dzisiejsza nauka pozwala zajrzeć do środka embrionu i określić jego prawidłowy lub patologiczny rozwój. Zaczynamy również powątpiewać, czy nasze myśli nie są widoczne w stadium ich nieśmiałego lub zdecydowanego kiełkowania. Momenty inspiracji artystycznej są już odnotowywane kamerami, które w zwolnionym tempie przekażą szerokiej publiczności moment muśnięcia pędzlem powierzchni palety z rozmieszanymi farbami, aby następnie zanotować gest dotknięcia, tymże samym pędzlem, powierzchni dziewiczego płótna. Potencjał zamieszkuje tu moment, który może trwać nawet ułamek sekundy: moment uniesienia ręki w geście tworzenia: zanim pędzel dotknął płótna; zanim spersonifikowany Bóg Ojciec, z fresku Michała Anioła z watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej, dotknie Swym palcem ziemskiego Adama. Abstrahując od tej często cytowanej alegorii malarskiej sprowadzę inny przykład zaczerpnięty z aktualności sportowych: niech to będzie przykład z kadru zdjęcia zwycięskiego skoczka, które obiega lokalną i zagraniczną prasę. Choć w skokach narciarskich liczy się jaką odległość pokonał skoczek, to uwagę fotografów przyciąga moment, gdy zawodnik znajduje się w stanie bliskim nieważkości, zawieszony w błękitnej przestrzeni niebytu. Jest to stan akumulacji jego energii witalnej i inteligencji, zarówno motorycznej jak i medytacyjnej, nad pokonaniem odpowiedniej odległości (przestrzeni). Choć w tym ułamku sekundy nikt nie jest jeszcze w stanie przewidzieć jaką odległość pokona zawodnik, to w tym geście zawieszenia kryje się tajemnica jego osiągnięcia: utrzymania równowagi, stanu symetrii ruchowej, przy jednoczesnym nieświadomym pięknie gestu odwagi i determinacji, dokonania skoku w takim, a nie innym momencie. Ten moment jest w perfekcyjny sposób skorelowany z pracą operatora i montera (w jednej lub wielu osobach), który zatrzymuje i upowszechnia właśnie tę klatkę z filmu. W tradycji malarstwa katolickiego, scenę z aktualnego życia sportowego, do złudzenia przypomina (tak często uwiecznianą w malarstwie) scenę Przemienienia Pańskiego. W języku francuskim przemienienie jest zastąpione transfiguracją (la transfiguration). Przedrostek trans- odnosi się do tego co tkwi pomiędzy jednym a drugim stanem: realnym i nierealnym, bytem i niebytem. Warto zapytać przy tym, czy niebyt zamieszkuje strefę chmur i zamglenia i nie odgranicza, poprzez nośnik jakim są nasze oczy, tego co widoczne od niewidoczności? Czy to mogło by znaczyć, że to czego nie słyszymy nie istnieje? Czy może nasze myśli słyszy ktoś? A co będzie ze sferą niezwerbalizowanych snów, które również wymykają się wszelakiej wizualnej definicji? Sądzę, że potencjał drzemie także na dnie oceanu, gdzie nawet profesjonalny nurek nie dotrze. Śpi w spokojnym wulkanie, można by nawet zgadywać, czy nie daje poznać gniewu, wobec regularnie zaśmiecanej i nieszanowanej Matki Ziemi. Tkwi w spokojnym, choć czasami interpretowanym jako niepokojącym milczeniu. Pozwala o sobie zapomnieć, będąc jednocześnie jak sloterdijkowska bańka [1], unosząca się do góry i zatrzymująca w chwili uniesienia, całą uwagę małego obserwatora na jej efemerycznej wędrówce, do czasu jej rozpryśnięcia. 

A spełnienie? Czy nie jest ono przeciwstawne temu co potencjalne? Będzie takim, jeśli patrzymy na jego stan (brutalnie rzecz ujmując) po konsumpcji, nie kryjący już tajemnicy, nie utrzymujący zarówno autora jak i jego obserwatora, w twórczym nierozwiniętym jeszcze napięciu, przed spełnieniem. W przypadku bańki i skoczka narciarskiego: czas trwania opisanego stanu rozgrywa się w krótkim czasie, który daje się częściowo uwiecznić za pomocą technik graficznych, malarskich i fotograficznych, w zależności od najmodniejszych  i najpraktyczniejszych technik uwieczniania efemeryczności w danej epoce. To co potencjalne, nie odnosi się jednak do mikrokosmosu, sfery drobnego i kruchego jajka, nad którym człowiek ma kontrolę. Potencjał tkwi w relacjach międzyplanetarnych, międzygwiezdnych i w chłodnym uśmiechu kosmosu, niespiesznym, jakby obojętnym i ignorującym istnienie człowieka. Czy ocierając się o masę (ciężar) planet, można usłyszeć muzykę potencjalności, która niekoniecznie podlega receptorom jakim są nasze ludzkie uszy? Potencjał tkwi w zimowym śnie brunatnego niedźwiedzia, którego pod żadnym pozorem nie należy wybudzać ze stanu szczęśliwej hibernacji. 

Jeśli mówilibyśmy o wyemancypowanym potencjale, to istniałby  pomimo wszelkich nakazów (i zakazów) oraz prób jego rejestracji za pomocą nośników jakimi jest sztuczna głupota, mylona dziś często z pojęciem sztucznej inteligencji. 

Ewa Surażyńska



[1] Peter Sloterdijk, BullesSphères I. Traduit de l’allemand par Olivier Mannoni. Fayard, 2002, w: Introduction. La alliés ou : La commune soufflée, str. 18 – 31.


czwartek, 27 września 2018

Trzy dni z pieszej wędrówki po hiszpańskiej Galicji


Trzy dni z pieszej wędrówki po hiszpańskiej Galicji: z Palas de Rei do Arzúy (22.07.2018) – z Arzúy przez Arca do Pino (Pedrouzo) do Monte do Gozo (23.07.2018) – z Monte do Gozo do Santiago de Compostela (24 i 25.07.2018).

Fot. Ewa Surażyńska












wtorek, 25 września 2018

Refleksje geopoetyckie

Z Arzúy przez Arca do Pino (Pedrouzo) do Monte do Gozo - 23.07.2018.
Fot. Ewa Surażyńska
Jak postrzegam potencjalność w dniu 27 lutego 2018 roku o późnym poranku w Olsztynie, w którym rześkie, mroźne powietrze powróciło znowu do łask? Wyrywa mnie (1) z objęć nijakości jak ostra papryka, której smak rejestruję jako pikantny, choć odczuwam raczej wyraźny raniący ból w języku.

Ta forma pseudodziennika została podpatrzona przeze mnie po przekartkowaniu książek Mariusza Wilka. Autor ten w „Wołoce” (2) dostrzega zbieżność poranka ze stanem niezmąconego, czystego umysłu. Twierdzi on, że tylko poranek jest odpowiednim momentem na wydobycie i przelanie potencjału naszej myśli na papier, bo to jedyna chwila, gdy dzień można nazwać „czystym jak oczy przemyte dobrym snem” (3). Tej specyficznej atmosferze poranka towarzyszą potrzaskujące cicho w piecu drwa (4).

Czytelnik tego fragmentu, mieszkający w bloku lub w jakimkolwiek innym budynku przy ruchliwej ulicy, poczuje lekki dyskomfort czytając te pierwsze wersety „Wołoki” Mariusza Wilka, mając poczucie bycia wykluczonym poprzez szum przejeżdżającego obok autobusu, od tego, co autor uważa za esencjonalne. To uczucie wzmocni się, gdy uświadomimy sobie, że nasz (5) odbiór rzeczywistości jest dodatkowo zmącony plastikową architekturą, która ogranicza nasz kontakt z takimi materiałami jak drewno, kamień, czy cegła. Samo nasze obuwie izoluje nas od Matki Ziemi, amortyzując w coraz to bardziej wyrafinowany sposób kontakt z tym, co potencjalne.

Nauki medyczne zwykły straszyć nas licznymi alergiami skóry: samo chodzenie boso po lesie grozi również innymi zagrożeniami, na przykład boreliozą (na skutek obecności kleszczy na terenach zalesionych) oraz ukąszeniem węża, który i tak jest w naszych lasach coraz mniej obecny. Dziś przysłowiowy czerwony kapturek na próżno rozgląda się za wilkiem i prędzej znajdzie porzuconą plastikową puszkę w lesie, czy stary monitor od niemodnego już komputera, niż tego nieudomowionego psa z dziecięcych bajek.

Ewa Surażyńska 
(studentka DKiPII, UWM)

1. Celowo używana pierwsza osoba liczby pojedynczej, w celu wyodrębnienia pojedynczego doświadczenia od przeżycia zbiorowości. Inspiracja narracją Henri David’a Thoreau w „Walden”.
2. Mariusz Wilk, „Wołoka”, w zapiskach sołowieckich 1998-1999; Wydawnictwo Literackie, 2006; ul. Długa 1, 31-147 Kraków; str. 9.
3. Tamże.
4. Tamże.
5. Świadome przejście z pierwszej osoby liczby pojedynczej na pierwszą osobę liczby mnogiej (tzw. odczuwanie zbiorowe).

środa, 8 sierpnia 2018

Rozważania przy malowaniu rzeczy wyrzuconych


Pomysł dojrzewa powoli. Nabrał rumieńców w czasie orneckiego malowania dachówek na rozpoczęcie wakacji. Wtedy przy okazji odwiedziłem sanktuarium w Krośnie. I w rozmowie „z miejscowymi” pomysł dojrzał i zapadał decyzja o realizacji. W zasadzie ma się rozpocząć w przyszłym roku (bi potrzeba wielu przygotowań i uzgodnień). Ale prapremiera odbędzie się 15 sierpnia 2018 w czasie odpustu i festynu rodzinnego. Chcemy się spotkać w gronie zainteresowanych osób i wszystko „przegadać”. Myślę, że po tym sierpniowym spotkaniu pomysł i projekt nabierze bardziej realnego kształtu i lokalnego charakteru.

Zapraszam chętnych do Krosna, 15 sierpnia 2018 roku. Razem możemy więcej … zrozumieć, zaplanować i zrobić. Oczywiście będziemy malowali dachówki. Stare dachówki.


A co w przyszłości? Co w przyszłym rokiem? Wstępnie planujemy cykliczne, kontemplacyjne i dyskusyjne spotkania i warsztaty malowania na starych dachówkach. Sanktuarium jest w trakcie remontu. Będzie zmieniany także dach. Dachówek nam nie zabraknie. Starych, historycznych, co nie jedno już przeszły. Nadamy im drugie życie. Zamiast wyrzucać je na gruz (śmieci) zostaną pomalowane (nawet te uszkodzone, czyli połamane). Mieści się w tym dyskretne przesłanie, że nie ma rzeczy ani ludzi zbędnych, niepotrzebnych, że wszystkiemu można przywrócić wartość i cenność.

Celem będzie przedsięwzięcie integracyjne, artystyczne i umożliwiające zbiórkę dodatkowych funduszy na remont sanktuarium. Integracja w formie letnich warsztatów, dyskusji, wspólnych działań edukacyjnych, artystycznych i kulturalnych oraz animacyjnych, łączących społeczność lokalną z UWM i innymi partnerami. A wszystko w pobliżu Krosna i Ornety. Z elementami kawiarni naukowej i Uniwersytetu Każdego Wieku.


Spotkania (nazwa ostateczna dopiero się wykluwa) można zrealizować na kilka sposobów, albo w małym wymiarze (spontaniczne, koszty pokrywane prywatnie) albo nawet jako większe przedsięwzięcie z dodatkowym finansowaniem (w tej wersji musimy poszukać dofinansowania, np. grantowego). Zaczyn i wstępne działania można zrobić jeszcze w tym roku (czego przykładem jest sierpniowe spotkanie w Krośnie), ale główne działania planujemy na rok kolejny (2019), by się dobrze przygotować. Może być także cykliczne: kilka razy w roku lub w ciągu kilku kolejnych lat. Jak się uda, to zostanie przedsięwzięcie cykliczne i wieloletnie. Trzeba to sprawdzić w działaniu.

Kto będzie malował: zwykli ludzie, wszyscy chętni (chodzi o powszechność i poczucie uczestnictwa, sprawstwa) oraz uznani artyści, zarówno ogólnopolscy jak i lokalni (lub początkujący artyści na początku swojej drogi). Ci ostatni będą podnosić rangę całego przedsięwzięcia.

Tematyka: proponuję przyrodę Warmii i okolic Krosna – rośliny, grzyby, zwierzęta, krajobrazy. Pominęlibyśmy tematykę sakralną bo po pierwsze grozi kiczem, po drugie będzie onieśmielało samych malujących. Natomiast przyroda jest dobrym uzupełnieniem tematyki sakralnej i łatwa w malowaniu. Nie grozi kiczem. Nie onieśmiela.

Plener (lub plenery cykliczne z warsztatami). Może to być jednodniowe spotkanie albo cykliczne, w tym kilkudniowy, letni plener w Krośnie. Można malować na łące lub w razie złej pogody w krużgankach. Na plener zapraszać będziemy artystów lokalnych i regionalnych oraz studentów Wydziału Sztuki czy Liceum Plastycznego. Doświadczeni artyści będą mentorami malujących „wolontariuszy”. Dla zaproszonych uczestników zapewnimy noclegi i wyżywienie. Zadaniem zaproszonych artystów będzie pomalowanie i przekazanie co najmniej jednej dachówki dziennie oraz pomaganie radami innym amatorom-amatorom. „Zwykli” ludzie będą malowali pod okiem doświadczonych. To forma warsztatów i dialogu w plenerze. Rozmowy o świecie, przyrodzie, historii przy malowaniu (takim współczesnym łuskaniu fasoli czy darciu pierza). Mieszkańcy Ornety mogą przychodzić lub dojeżdżać. Możliwy byłby nawet udział jednodniowy (kilka godzin) dla wszystkich chętnych w regionie, kto chce nawiedzić sanktuarium i pełniej zauczestniczyć np. w malowaniu.

Wszyscy chętni mogą uczestniczyć także w inny sposób: upiec ciasto, nagotować domowego kompotu, zafundować kawę itd., wszytko co jest domowym rękodziełem i poczęstować uczestników dachówkowego malowania. Służyć to miałoby poszerzeniu integracji. Każdy może coś zrobić i w jakieś formie uczestniczyć. Na miarę swoich chęci i odwagi. Bo przecież najważniejszym elementem będzie dyskusja. Niespieszna dyskusja w cittaslow. A jak ktoś przywiezie ciasto… to go i tak namówimy do malowania. Niech ma tylko swoisty pretekst aby przybyć (mieć odwagę by się spotkać). Uzupełnieniem kilkudniowego pleneru mogą być codzienne, krótkie wykłady o przyrodzie, historii itd. Wykłady byłyby otwarte dla wszystkich chętnych. Mogą odbywać się nawet w kościele, albo w Ornecie (np. Dom Kultury, ratusz). Osobiście deklaruje przygotowanie kilku o przyrodzie, ziołach itd. Ale myślę, że uda się namówić także i inne osoby do takiego udziału, nie tylko z UWM. Taki mały zaczyn kawiarni naukowej i Uniwersytetu Każdego Wieku.

Wybrane plenery można zorganizować np. na rynku w Ornecie, przed ratuszem, w formie małego pikniku artystyczno-przyrodniczego. Mały piknik dla mieszkańców miasta i turystów odwiedzających Ornetę (dobrze wpisywałoby się w ideę cittaslow). Być może uda się znaleźć jeszcze i inne miejsca w okolicy do wspólnego malowania i dyskutowania.

Plenerowi mogą towarzyszyć występy artystyczne, może uda się nawet namówić nie tylko lokalnych artystów śpiewających i grających, ale wpisać np. w coroczną trasę koncertową Pro Musica Antiqua itp.

Co zrobimy z pomalowanymi dachówkami? Wystawy. Pomalowane dachówki (i polakierowane dla zabezpieczenia) mogą być wystawiane całorocznie w Krośnie, np. w okalających kościół krużgankach lub w bezpośredniej okolicy. Wrażenie będzie robić liczba. 100 czy 200 pomalowanych dachówek robi bardzo duże wrażenie, tym bardziej, że pomalowane przez bardzo wielu artystów, w tym zwykłych ludzi. A każdy jest wyjątkowy i niepowtarzalny. Dachówki będą ustawione na posadzce i oparte o ścianę lub na specjalnym stelażu, wykonanym z drewna odpadowego, poremontowego (na mini daszku, tak, żeby wygodniej było oglądać). Można także organizować czasowe wystawy np. w Ornecie czy na UWM (mamy zewnętrzne dwa stelaże, jeden przed biblioteką, drugi przed Wydziałem Biologii i Biotechnologii, na każdym zmieści się po ok. 50 dachówek). W przypadku UWM wernisaż wystawy może odbyć się w ramach Olsztyńskich Dni Nauki i Sztuki czy Nocy Biologów (w połączeniu z dodatkowymi działaniami).

Gadający Streetart. Rozważamy także i inną formę, np. dachówki pojedynczo rozłożone po całym Krośnie (lub Ornecie) - oglądanie wymagałoby spaceru i wyszukiwania tych dachówek. Z fragmentów dachówek (połamane w czasie remontu) ewentualnie z kamieniami, z napisami lub QR Kody, kierujące do tekstów opisujących Krosno czy idee przedsięwzięcia lub fragmenty historii Krosna i Ornety.

Gra terenowa. Dachówki lub pomalowane fragmenty mogą być wykorzystane w questingu - grze terenowej. Mogą być poukrywane wzdłuż drogi z Ornety do Krosna i wplecione w jakąś historyczną czy edukacyjną fabułę. Może to być także historia sanktuarium, Ornety itd. W sierpniu spotykamy się, aby te wszystkie (i jeszcze inne, jeszcze nie zwerbalizowane) pomysły przedyskutować i zaplanować ich wykonanie.

Cegiełki na remont. Naszym zamiarem jest aby wszystkie dachówki mogły być sprzedawane jako cegiełki na remont sanktuarium. Albo w formie dedykowanych aukcji (mogą ty być aukcje na zamkniecie wystaw w Olsztynie, Ornecie, na Kaszubach itd.), albo stale, w Krośnie, z ofertą dla wszystkich odwiedzających pielgrzymów czy turystów. Każda dachówka dostanie certyfikat (opis kto malował, co i dlaczego).

Informacje i relacje o plenerach i wystawach będziemy umieścić na blogu: Gadajace Dachówki  lub stworzymy dedykowany serwis.  Każdą dachówkę sfotografujemy i poświęcimy jej osobny wpis na blogu, z podaniem autora, tematyki, inspiracji itd. Nabywca będzie miał satysfakcję, że uczestniczy w wartościowym, charytatywnym przedsięwzięciu. Może skłoni to przyjeżdżających z daleka do nabycia niezwykłej pamiątki w postaci malowanej dachówki (zabrać cząstkę kościoła w Krośnie i jego historii ze sobą). Można taką dachówkę wyeksponować w domu, firmie czy nawet umieścić w plenerze (lakier zapewni trwałość farb i odporność na warunki atmosferyczne.

Stanisław Czachorowski 


poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Jarmark Sztuki Rękodzieła


Centrum Kulturalno-Biblioteczne w Dobrym Mieście  organizuje Jarmark Sztuki Rękodzieła, który odbędzie się 12 sierpnia na Przedmurzu, ul. Sowińskiego w Dobrym Mieście w scenerii kamieniczek z przełomu XVII wieku.  Jarmark w Dobrym Mieście to tradycyjne plenerowe święto dzieł sztuki i dziedzictwa kulinarnego, podczas którego odbywają się m.in.: warsztaty podpłomykowe, piwowarskie, ceramiczne. W tegorocznej edycji Jarmarku poznamy kuchnie: indyjską i Pawła Gorczycę – dobromieszczanina i pasjonata kuchni indyjskiej, kuchnię sudańską i Faisala Nouraina – pochodzi z Republiki Sudanu, który od wielu mieszka w Iławie. Na dobromiejskim Przedmurzu spotkamy dwa Food trucki z kuchnią  czeczeńską i warmińską. Podczas Jarmarku wystąpią zespoły taneczne, muzyczne i kapele m.in.: Lelija - dobromiejski zespół ludowy, zespół rodzinny Pasja, Witek Muzyk Ulicy – charyzmatyczny muzyk ulicy, Kapela na Każdą Okazję. W Skansenie Miejskim w cyklu Mistrzowie Świata Sztuki będzie można zobaczyć oryginalne grafiki Henri Marie Raymond de Toulouse – Lautrec’a.
Serdecznie zapraszamy rękodzielników, twórców ludowych do udziału w Jarmarku
Do pobrania:
- karta zgłoszeniowa


Pozdrawiam
Milena Brzostek
Specjalista ds. promocji i organizacji imprez.
Centrum Kulturalno - Biblioteczne w Dobrym Mieście
ul. Górna 1 a, 11-040 Dobre Miasto
tel. 89 616-15 -91
www.ckbdobremiasto.pl 
znajdź nas na facebooku:
https://www.facebook.com/pages/Centrum-Kulturalno-Biblioteczne-w-Dobrym-Mie%C5%9Bcie/560906810705563

poniedziałek, 21 maja 2018

Jak zieleń w miastach wpływa na zdrowie człowieka

(Fot. S. Czachorowski)
Zieleń jest nośnikiem wielu informacji, inspiracją dla artystów. Żyjąc w ciągłym biegu nikt nie zastanawia się nawet czym jest roślinność. Jakie pełni funkcje w naszym życiu. Niektórzy ludzie nawet nie potrafią stwierdzić co jest dla nich ważniejsze rośliny czy zwierzęta. Czasem jesteśmy bierni na krzywdę jaką wyrządza się roślinom. Wolimy nie odzywać się lub nie uczestniczyć w akcjach ratujących roślinność, która jest niszczona. Często spotykamy się z tym, że ludzie w wyniku braku wiedzy na temat ochrony roślinności, krytykują postępowanie ekologów. Nie wiedzą na czym polega ochrona środowiska. Dlaczego warto chronić niektóre gatunki roślin? Nie mają pojęcia jak dużo roślin wyginęło i jak wiele może wyginąć. Przyczyniamy się do tego sami jeżdżąc pojazdami, które zostawiają w powietrzu szkodliwe opary. Niszcząc przy tym roślinność znajdującą się nieopodal uczęszczanej drogi. A nawet roślinność, która znajduje się kilkanaście kilometrów stąd. Uważa się, że opary unoszące się w powietrzu mogą powrócić na ziemie w postaci kwaśnych opadów. Coraz częściej słyszymy, że rośliny bardzo dobrze wpływają na nasze zdrowie. Dostarcza nam ona pożywienia, tlenu, chroni przed wieloma chorobami, zawierają szereg związków niezbędnych do funkcjonowania naszego organizmu. W strukturach miasta osłania przed nadmiernym przegrzaniem, zmniejsza hałas, radioaktywność, ogranicza rozprzestrzenianie się pyłów. Roślinność w miastach w formie zielonych przestrzeni dostarcza mieszkańcom warunki do wypoczynku, rekreacji i regeneracji sił. Zieleń oddziałuje na naszą psychikę, poprawia samopoczucie. Dzięki swoim właściwościom fizycznym i chemicznym.

Roślinność w ekosystemie miejskim, podobnie jak w całej biosferze spełnia wiele istotnych funkcji. Jedną z podstawowych jest synteza materii organicznej powstającej z prostych połączeń związków mineralnych, dwutlenku węgla i wody przy udziale energii słonecznej. W procesie tym rośliny magazynują energię słoneczną w swojej biomasie, która jest podstawą do istnienia organizmów cudzożywnych. Tymi organizmami cudzożywnymi są ludzie, zwierzęta, grzyby i mikroorganizmy saprofityczne. Roślinność wpływa na kształtowanie się warunków klimatycznych i siedliskowych. Oddziałuje ona również na formowanie się pola elektromagnetycznego, nasycając otoczenie jonami dodatnimi lub ujemnymi. Funkcja roślinności jest więc wieloraka.[1]

Roślinność wodna i lądowa w procesie fotosyntezy wykorzystuje CO2 i wydziela w tym procesie tlen. Wiele drzew, które rosną w parkach są naturalnymi czyścicielami powietrza. Przeprowadzone badania dowodzą, że 100 letni buk zwyczajny o powierzchni liści wynoszących około 170000 m2, pobiera w ciągu 1 godziny 2552 g dwutlenku węgla zawartego w 48000 m3 powietrza i wydziela 1712g tlenu do atmosfery, wiąże w tym procesie 25400 J energii słonecznej. Zaspokaja tym samym zaopatrzenie w tlen 10 mieszkańcom miasta. Wiązanie dwutlenku węgla i produkcja tlenu zależy od rodzaju roślinności, gatunku drzewa i jego wieku. Podobnie jak 100 letni buk działają na środowisko i uzupełniają w tlen obszary zieleni w mieście z udziałem drzew, krzewów i trawników. Zieleń, która jest nam potrzebna do lepszego funkcjonowania jest w zasięgu naszej ręki. Szacuje się, że 300-400 m2 zieleni miejskiej jest w stanie poprawić poziom tlenu w mieście. Według danych przeprowadzonych przez Wiesława Starzeckiego z Krakowa, z 1 m2 liści na drzewach w okresie rocznej wegetacji, można obliczyć ilość produkcji tlenu. Aby bardziej przybliżyć te dane, poniżej zostaną przedstawione gatunki drzew:

- topola osika: 1,0 kg
- grab zwyczajny: 0,90 kg
- jesion wyniosły: 0,89 kg
- dąb szypułkowy: 0,85 kg
- sosna zwyczajna: 0,81 kg
- klon zwyczajny: 0,62 kg
- leszczyna pospolita: 0,59 kg
- buk zwyczajny: 0,55 kg
- lipa drobnolistna: 0,47 kg . [2]

Okazuje się zatem, że im więcej drzew i zieleni w mieście, tym więcej tlenu produkują. Stanowią główny trzon w zakresie obiegu materii i przepływu energii w całym ekosystemie miejskim.

Badania przeprowadzone w miastach, dotyczące wpływów terenów zielonych na czystość atmosfery wykazały, że roślinność miejska przyczynia się do zmniejszenia zanieczyszczeń pyłowych i gazowych powietrza. Uważa się, że pas zieleni do 2 m wysokości i szerokości jest wstanie spełnić funkcję filtra pyłowego. Zatem im więcej skupisk roślinności w mieście tym nasze powietrze będzie czystsze. Roślinność trawiasta również ogranicza stopień zanieczyszczenia powietrza w mieście. Na powierzchni traw i kwiatów osiada się pył. Pył ten podczas deszczu jest spłukiwany z roślin i osiada na powierzchni gleby, gdzie gleba zatrzymuje i chroni przed kolejnym zapyleniem powietrza. Roślinność nie tylko ochrania nasze powietrze przed nadmierną ilością pyłów i gazów ale także przed metalami ciężkimi. Drzewa i trawniki znajdujące się przy drogach uczęszczanych przez pojazdy akumulowały w sobie różne metale ciężkie. Okazało się, że rośliny takie jak mniszek lekarski, rdest ptasi i lipa drobnolistna najbardziej akumulują metale ciężkie. Możemy więc sobie wyobrazić jak drzewa są pomocne w kumulacji tych szkodliwych metali ciężkich, które my nadmiernie produkujemy i nie jesteśmy w stanie sobie z nimi poradzić.

Jednak te wiadomości docierają do małego grona społeczeństwa miejskiego. Coraz częściej jesteśmy światkami wycinania roślinności miejskiej, niszczenia jej na poczet osiedli wmawiając nam, że lepiej będzie się nam mieszkało. Tylko nikt nie bierze pod uwagę tego, że teraz będziemy mieszkać wśród zieleni a później wśród blokowisk i betonu. Na roślinność już nie starczy miejsca. Coraz częściej spotykamy się z tym, że roślinność zostaje zastąpiona placami zabaw dla dzieci lub siłowniami na powietrzu. Owszem jest to dobre rozwiązanie zamiast blokowisk ale czy nie lepiej by było pozostawić roślinność na swoim miejscu a miejsca do zabaw i rekreacji umieścić w miejscach już nie użytkowanych przez społeczeństwo. Takimi miejscami mogłyby być stare opuszczone domy które, grożą zawaleniu, a plac który by pozostał mógłby być miejscem przeznaczonym dla społeczeństwa. Czyż nie lepiej jest usiąść na ławce wśród przyrody parkowej, niżeli drogi uczęszczanej i hałaśliwej. Dlaczego ławeczki przy blokach są usuwane a w parkach i miejscach obfitych w zieleń też ich niema. Dlaczego społeczeństwo miejskie nie domaga się o nie? Przyczyną jest zbyt szybkie tempo naszego życia. Nie zwracamy uwagi na roślinność, przed naszymi oczami wycinane są przed blokiem drzewa i trawniki, z których mogłyby być bardzo piękne łąki. Przeszkadza nam nie skoszony trawnik bo przecież to nie estetyczne wygląda. Ale nikt nie usiądzie przed blokiem na skoszonym trawniku i nie przekona się że tak naprawdę niszczymy tę roślinność. Pozostawiając tylko suchy piasek i kilka pęczków trawy bez żadnych kwiatów i chwastów.

Roślinność miejska bardzo wpływa na regulację temperatury powietrza i wilgotność i co do tego nie mamy żadnych wątpliwości. Wpływ temperatury powietrza zależy od wielu czynników, pory roku, wielkości obszaru zieleni i jej struktur. Wystarczy w okresach ciepłych wyjść na zewnątrz i przekonać się, że idąc na spacer w parku jest bardziej chłodno niż przy drodze asfaltowej i budynkach. Inaczej czujemy się przechadzając się w parku wśród zieleni a inaczej na chodnikach wśród gęstej zabudowy i bez żadnej osłony. Duże drzewa są ostoją i miejscem schronienia się przed słońcem. W otwartej przestrzeni miejskiej czekając na pojazd komunikacji miejskiej nie jesteśmy w stanie nigdzie się schronić. Szczególnie w okresach bardzo dużych opałów, zadajmy sobie pytanie dlaczego ludzie wolą siedzieć w domach lub spędzać czas w parkach. Ponieważ tam jest duża wilgotność, inne rześkie powietrze, chłodniejsza temperatura, mniejszy hałas i przyjazna atmosfera. Roślinność zatem staje się bardzo ważnym elementem wpływającym na klimat miejski.

Udowodnione zostało również to, że roślinność miejska o zwartej budowie drzewiastej bardzo pomocna jest w ograniczeniu dźwięków. Na ograniczenie dźwięku ma bardzo duży wpływ obecność przeszkód terenowych między źródłem i odbiorcą dźwięku. Mechanizmami, które wpływają na tłumienie fal akustycznych są głównie: ugięcie fal akustycznych przez pnie drzew, absorpcja przez gałęzie i liście. Proces tłumienia dźwięku wzrasta wraz z powierzchnią liści, gęstością zadrzewienia i wielkością drzewostanu. Stwierdzono także, że natężenie dźwięku w okresie zimowym jest większe ponieważ brak jest ulistnienia na drzewach. Natomiast latem i wiosną hałas uliczny i dźwięki są tłumione przez roślinność. Dlatego siedząc w parkach niedaleko dróg zastanawiamy się, dlaczego hałas miejski jest prawie nie dosłyszalny. Uznano także, że w parkach należy również sadzić drzewa iglaste, ponieważ nie gubią igieł na zimę i także zmniejszają częstotliwość hałasu miejskiego. Bardzo pożyteczne stały się również żywopłoty, które swoje zastosowanie znalazły nie tylko jako krzewy graniczne i ozdobne ale również jako bariery dźwiękowe.

Funkcja roślinności w miastach jest bardzo ważna dla naszego zdrowia i samopoczucia. Roślinność oddziałuje na stan środowiska przyrodniczego poprzez regulację czystości powietrza, wilgotność, warunki termiczne. Wzbogaca powietrze w jony, które bardzo dobrze wpływają na samopoczucie i zmniejszenie uciążliwych dolegliwości. Jest animatorem zmieniających się barw i struktur otoczenia miejskiego w ciągu dnia i pór roku. Inaczej zieleń prezentuje się w porze wschodzącego słońca inaczej w południe a najpiękniej w porze zachodu kiedy wszystko mieni się złotą i czerwoną barwą. Natomiast w ciągu roku wiosną wszystko staje się zielone i ukwiecone, latem obfituje w owoce i barwy, jesienią złotem a zimą czernią i bielą. Roślinność miejska jak widzimy pełni bardzo ważną funkcję w naszym życiu. Musimy pamiętać, że jest domem dla nas i dla innych istot żywych. Należy dbać o to co stworzyła natura, a nie niszczyć i czerpać nadmierne korzyści. Nie zapomnijmy także o tym, że roślinność jest ostoją bioróżnorodności. Działa uspokajająco na nasz system nerwowy. Wzbogaca otoczenie miasta, poczucie piękna. Wiele roślin także posiada właściwości lecznicze. Należy dbać o naturalne zioła lecznicze a nie niszczyć środowiska ich bytowania. Trudno wymienić wszystkie zalety roślinności miejskiej, ponieważ jest ich mnóstwo. Nie niszczmy przyrody która przynosi nam same korzyści.

Patrycja Chyb
Kierunek: Dziedzictwo Kulturowe i Przyrodnicze

Przypisy:
[1] H. Zimny, Ekologia miasta, Warszawa 2005.
[2] Tenże.





piątek, 4 maja 2018

Ekologia miasta ...z odrobiną sztuki

Nie ma ucieczki od naszych wzajemnych zależności z przyrodą, jesteśmy wpleceni w bliskie stosunki z Ziemią, morzem, powietrzem, porami roku, zwierzętami, roślinami. Miasta i ich rozwój również są częścią przyrody, która ma ogromny wpływ na istnienie życia w mieście. Miasta rozrastają się gwałtownie kosztem innych ekosystemów (leśnych, łąkowych, agrocenoz). Powinniśmy mieć świadomość, że otaczające nas środowisko naturalne wpływa na człowieka, jak również wpływa na człowieka środowisko stworzone przez niego samego.

Pierwszym w Polsce podręcznikiem opisującym dotychczasowy dorobek naukowy w dziedzinie ekologii miasta jest książka „Ekologia miasta” Henryka Zimnego, który pisze: „Ekologia miasta jest to dziedzina ekologii stosowanej, zajmująca się zagadnieniami strukturalnymi i procesami zachodzącymi między żywymi komponentami tego układu, a martwym układem abiotycznym. Nauka ta obejmuje układ strukturalno–funkcjonalny miasta, oparty na modelu ekosystemu, który funkcjonuje na zasadzie przepływu energii i obiegu materii.” Ekologia miasta to również jeden z ważniejszych problemów nie tylko naukowych ale i społeczno–gospodarczych, gdyż blisko połowa ludności świata żyje w obszarach zurbanizowanych. A w Europie nawet 75 %.

Miasto ma pewien określony styl życia. Może być przyjazne dla ludzi lub samochodów, lecz nigdy dla jednych i drugich. Powstają betonowe parkingi dla samochodów kosztem trawników i przestrzeni zielonych dla mieszkańców.

Dzięki rozwojowi produkcji rolnej powstawały osiedla, które przekształciły się w miasta. Rozwój rolnictwa jest pierwszym z głównych, kulturowych przełomów, który przekształcił biosferę, pozwalając w ten sposób na ogromne pomnożenie się gatunku ludzkiego. Rolnictwo umożliwiło rozwój cywilizacji i dało ludziom możliwość wygospodarowania wolnego czasu. Uwolniło ludzi od ciągłego poszukiwania pożywienia czy schronienia.

Aktualnie w sklepach znajdziemy produkty rolnicze i przetworzoną żywność z całego świata. Wytwory rzemieślników i artystów są również sprzedawane na całym świecie. Produkcja przemysłowa stanowi podstawę handlu światowego. Wielu mieszkańców miast zupełnie nie zdaje sobie sprawy z pochodzenia produktów żywnościowych, które zjadają. Rolnicy natomiast są zależni od produktów wytwarzanych w miastach. Najbardziej oczywistą cechą miast jest to, że stanowią one dla swoich mieszkańców kompletnie nowe i zupełnie różne środowisko. Miasta stanowią w równym stopniu inny ekosystem. Spowodowały one nowy rodzaj kulturowego przystosowania człowieka połączony z rozwojem nowej technologii. Największą innowacją społeczną jest silnie rozwinięta organizacja hierarchiczna społeczeństwa, a największą innowacją technologiczną jest wynalazek koła. Dziś samo istnienie życia w mieście zależy od efektywnego i bardzo złożonego systemu transportu.

Rolnictwo stanowiło korzyść dla ludzkości, jednak z drugiej strony przez dążenia do wydobycia coraz to większej ilości zasobów środowiska naturalnego, stworzono produkty chemiczne, które okazują się niezwykle niszczące dla naszej planety. Również sami ludzie wytwarzają toksyczne odpady albo bezpośrednio albo przez ciągle rozwijający się przemysł. I tu dochodzi głos i reakcja polityków, którzy w końcu zaczynają przyznawać fundusze konieczne np. dla instalacji stacji uzdatniania wody, a co najważniejsze przekształcić produkty odpadowe ponad 5 miliardów ludzi. Czy jest to możliwe? Nie wiem. Oczywiście ta kwestia nie zależy tylko i wyłącznie od polityków i władzy ale od nas samych, uważnych, świadomych mieszkańców planety, ważne jest byśmy mieli świadomość by nie zostawić po sobie śladu w postaci plastiku.


W tym miejscu dochodzimy do modnego stylu życia zwanego Zero Waste. Styl ten zakłada maksymalne zmniejszenie produkcji odpadów. Zakłada ograniczenie śmiecenia na wielu etapach – od zakupów, poprzez użytkowanie, czyli właściwe przechowywanie jedzenia, by zdążyć z konsumpcją zanim się zepsuje, pielęgnacją ubrań i konserwacją sprzętu, by służyły jak najdłużej, aż po zagospodarowanie resztek, czyli kompostowanie odpadków kuchennych, przerabianie przedmiotów i dawanie im drugiego życia. Przykładem stylu zero waste jest bookcrossing a dokładnie akcja pn. Warmiobook. Akcja pozwala uwolnić książki i tworzyć nowe półki bookcrossingowe w dość nietypowych miejscach. Tam, gdzie ich jeszcze nie było, np. w piekarniach i restauracjach. W miejscach na głębokiej prowincji i w miejscach, gdzie ludzie się spotykają. Celem akcji jest między innymi ochrona środowiska - mniejsze zużycie surowców, w tym przypadku papieru, a także zmiana świadomości, stylu życia i codziennych nawyków. Zamiast kultury jednorazowości i szybkiej konsumpcji – trwałe i wielokrotnie wykorzystywane rzeczy (i idei).

Akcja pt. „Celinki dla chłopczyka i dziewczynki”. 
Zdjęcie Anna Wojszel
Innym przykładem stylu zero waste są spotkania kobiet zaangażowanych w charytatywną akcję "Szyjemy Celinki dla chłopca i dziewczynki". Barwne poduszki, które powstają na spotkaniach, trafiają do niepełnosprawnych, chorych dzieci i dorosłych. Celina Jankowska z Elbląga, od której imienia wzięły nazwę poduszki, jest pomysłodawczynią akcji "szyjemy celinki dla chłopca i dziewczynki". Od 2004 roku szyją je głównie wolontariuszki z Elbląga i Gdańska, ale warsztaty organizowane były także w innych miastach Polski. Działalność ta jest charytatywna, nie sprzedają swoich prac. Poduszki celinki szyją metodą patchworku, która pozwala na wykorzystanie niepotrzebnych ścinek materiałów. Wszystkie materiały, haftowane aplikacje krzyżykowe są wykonywane charytatywnie. Spotykają się na szycie kilka razy w roku, by wspólnie spędzić czas i dać dobry przykład zagospodarowania wolnego czasu a przy okazji pomóc innym.

Miasto jest również przestrzenią do tworzenia i rozwoju sztuki ściśle związaną z elementami ekologii jak również stylu zero waste. Dziś sztuka ulicy jest bardziej widoczna, mniej ponura i przemawia do szerszej publiczności, stanowiąc znaczące forum do komentarzy społecznych oraz wolnej ekspresji. Obecnie inspiracja przyrodą w sztuce ulicy to nie tylko estetyzacja miejsca ale także element, który ma na celu zwrócenie uwagi na poważne problemy związane z nadmierną produkcją odpadów, zanieczyszczenie środowiska i jego wpływ na naszą planetę. To moment by niczego niespodziewającego się widza zaskoczyć i zmotywować do myślenia. Przykładem recyklingu w sztuce ulicy są dzieła tworzone przez portugalskiego artystę ulicznego Artura Bordalo, znanego również jako Bordalo II. Tworzy rzeźby z odpadków i śmieci. Jednym z jego wielkich dzieł jest rzeźba sowy na ścianie pt. „Oczy sowy”, która została wykonana z opon ciągnika, blachy falistej i innych kawałków miejskich odpadków i śmieci. W przestrzeni w jakiej tworzy jest wiele opuszczonych budynków i ruin. Stworzył właśnie rzeźbę sowy, która jest symbolem edukacji i kultury, a tych elementów brakuje w tym obszarze na którym tworzy. Wykorzystuje śmieci z ulic jako owoce nadmiernego konsumpcjonizmu i kapitalizmu. Używa prawie wyłącznie tworzyw sztucznych, ponieważ jak uważa „jest to jeden z nowotworów planety”.

Przykład recyklingu w sztuce ulicy. Zdjęcia pobrane ze strony 
data 12.02.2018 r.
Porzucone, niepotrzebne przedmioty zostały odrestaurowane i na nowo powróciły w przestrzeń publiczną, a jego prace mają na celu zwrócenie uwagi na problemy związane z nadmierną produkcją odpadów, zanieczyszczenie i jego wpływ na naszą planetę. Jego prace można śmiało nazwać instalacjami recyklingowymi, nawiązującymi do ekologii. Przedstawiając przestrzeń publiczną, artystę, dzieło i odbiorcę sztuki, nie ulega wątpliwości, że sztuka w przestrzeni miejskiej jest wspólna. Sztuka ta, zawiera w sobie elementy zaskoczenia, ona sama „wychodzi” do odbiorców, i chce być odnaleziona. Malunki naścienne połączone z tekstami, które po przeczytaniu zmuszają odbiorcę do chwili refleksji, zastanowienia, są bezpośrednim działaniem, które ma na celu dokonanie zmiany w świadomości społeczeństwa. Na ulicy można spotkać sztukę tworzoną w obecności odbiorcy, w którą mogą ingerować. Artysta po stworzeniu graffiti czy muralu, zostawia go w całości dla odbiorców. Dzieło może zostać zamalowane lub może ulec zniszczeniu przez warunki atmosferyczne, może również zostać uzupełnione przez innych artystów, dzięki czemu nieustannie zmienia swój kształt i znaczenie. Dla osób przebywających bądź mieszkających w mieście, sztuka ta może być codziennym elementem dnia. Nie jest ona zamknięta w galerii. Można ją spotkać na ulicy i tworzyć ją razem z innymi, zmieniając się z odbiorcy w artystę, z artysty na odbiorcę.

Projekt „Wiocha w mieście”. Zdjęcie Anna Wojszel
Innym przykładem jest projekt pt. „Wiocha w mieście”. Praca przedstawiała łąkę i przyrodę warmińską na przystanku autobusowym w mieście - to przyroda była i jest inspiracją działań artystycznych. Celem projektu było pokazanie społeczności miejskiej uroki otaczającej przyrody, zatrzymanie się na chwilę i obserwacja otaczającego nas świata natury, jest to także sposób na nieformalną i pozaformalną edukację przyrodniczą.

Projekt był również protestem i zwróceniem uwagi na wszechobecną wycinkę drzew, powstawanie betonowych skwerów bez "oddechu zieleni", przesadne i nieumiejętne koszenie trawników w mieście. Nasuwają się pytania: - dlaczego kosi się trawniki w Olsztynie? - czy nie mogą powstać dzikie łąki w mieście? Takie miejsca to różnorodność biologiczna i piękno natury. Przecież Olsztyn to miasto ogród...

Praca była wykonana w formie plakatów (druk wielkoformatowy na papierze). Na jednej ze ścian i fragmencie daszku przystanku zainstalowane zostały żywe liście (tzw. ogród wertykalny).

Przedstawię teraz dwa typy miast. Pierwsze miasto Copsa Mica w Rumunii to najbardziej zdegradowane środowisko naturalne w mieście. Odkryto tu złoża gazu, założono hutę cynku, kadmu i ołowiu. Po niej fabrykę sadzy, potrzebnej do produkcji farb. Był to rozkwit gospodarki i ekonomii. Ludzie mieli pracę, a miasto się rozwijało. Jednak rozwój ten doprowadził do tego, że mieszkańcom zakazano hodowli trzód i uprawy warzyw bo ziemia była skażona. Sadza była wszędzie: na dachach domów, na futrach zwierząt. Potem doszły problemy zdrowotne mieszkańców (choroby płuc, impotencja, niepłodność). Kiedy zamknięto fabrykę doszedł kolejny problem – zabrakło pracy. Mieszkańcy aby się utrzymać przeczesywali ruiny budynku fabryki w poszukiwaniu metalu, który oddawali do skupu.

Drugie miasto to Lublana, stolica Słowienii, ogłoszona w roku 2016 za Zieloną Stolicą Europy. Trzy czwarte jej terytorium stanowią lasy, parki i tereny wodne. O zieleń się tu dba: posadzono kilka tysięcy drzew (w Olsztynie niestety się je wycina!), zbudowano kilka parków i dokonano rewitalizacji brzegów rzek Lublanicy i Sawy. W centrum miasta ograniczono ruch pojazdów mechanicznych, a na Starówce wprowadzono system darmowej komunikacji miejskiej (w Olsztynie mimo taniej komunikacji miejskiej na Starówce samochody parkują niemalże przy samych restauracyjnych stolikach odpoczywających mieszkańców czy turystów!). Przedstawiłam przykłady dwóch różnych podejść do ekologii miasta, miasta toksycznego i miasta ekologicznego. Dwa jakże różne podejścia do dialogu i świadomości społeczeństwa i władz miasta. Nasuwa się myśl jak ważny jest ten dialog społeczny z władzami odpowiedzialnymi za właściwy rozwój miasta. Aczkolwiek nie tylko władza i politycy są odpowiedzialni za rozwój miasta ale My sami, świadomi, uważni i aktywni.

Zimny przedstawia również problem odpadów pisząc: „Miasta są węzłami społeczno – gospodarczymi, przez które przepływa gros strumienia energii, a wypływa przetworzona w produkt użytkowy i odpady”. Dlatego też jednym ze środowisk życia człowieka w mieście są wysypiska śmieci, odpady komunalne. W tym miejscu chciałabym podjąć temat kompostowników w mieście. Takie elementy „małej architektury” znane są na obszarach wiejskich, gdzie właściciele swoich posesji wykonują własnoręcznie wykonane kompostowniki, czyli pojemniki, w których przebiega kompostowanie odpadów biodegradowalnych, w wyniku czego otrzymujemy kompost. Taki kompostownik pozwoli chronić środowisko naturalne, znacząco zmniejszając strumień odpadów trafiających na wysypisko. Odpady nadające się do kompostowania mogą stanowić nawet 60% wyrzucanych śmieci z gospodarstwa domowego. Jednocześnie wzrost poziomu odzysku odpadów biodegradowalnych pozwala na wytworzenie naturalnego kompostu o walorach nawozowych, który będzie stosowany do poprawy właściwości gleby, a także do utrzymania terenów zielonych i rekultywacji gruntów bezglebowych. Nadmienić trzeba, że odpady biodegradowalne to odpady spożywcze i kuchenne z gospodarstw domowych, takie jak: resztki żywności (oprócz mięsa i kości), obierki z owoców i warzyw, przeterminowane owoce i warzywa, skorupki jaj, fusy po kawie i herbacie, popiół drzewny, papier (niezadrukowany). Natomiast odpady zielone pochodzą z pielęgnacji terenów zieleni, ogrodów, parków, takie jak: trawa, drobne gałęzie, liście. Kompostownik w mieście, np. na terenie osiedla pozwoliłby nie tylko zredukować odpady ale powstały kompost pozwoliłby na zastosowanie go do poprawy właściwości gleby i nawożenie terenów zielonych w mieście, np. powstających kwiatowych łąk. Jednym słowem byłoby to lokalne wykorzystanie powstałego kompostu. Takie działania pozwoliłyby na ograniczeniu składowania odpadów w sposób niekontrolowany, podniosłyby świadomość społeczną w zakresie gospodarowania odpadami biodegradowalnymi i odpadami zielonymi, świadomość ochrony środowiska naturalnego, a także poprawienie jakości i estetyki życia w mieście.

Przyjrzyjmy się przyrodzie w mieście. Niektórzy zapytają jakiej przyrodzie – tym bardziej w mieście? Miejskie ptaki. Badania dowiodły, że w betonowych centrach miast, w których nie ma parków, różnorodność gatunków ptaków jest bardzo mała, zróżnicowanie w lasach jest większe niż w ośrodkach miejskich, Jednak największe liczby unikalnych gatunków ptaków można znaleźć w miastach z wielkimi parkami. Nathanael Johnson w swojej książce „Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli” pisze: „Ptaki, np. wrony, gołębie czy wróble są innowacyjne i elastyczne. Przyglądają się nam z uwagą, odczytują język naszego ciała i domyślają się jakie mamy zamiary. Czasami zachowują się jakby się nami bawiły, wykradając kanapki. Rzucają na drogi orzechy, które są potem miażdżone przez opony samochodów. Ptaki bardzo szybko dostosowują się do naszego trybu życia. Używają swoje inteligencji do wykorzystania ludzkich przyzwyczajeń, np. marnowanie żywności”.

Trawnik w mieście. Skoszony trawnik to pustynia, na której nie ma miejsca dla owadów zapylających takich jak motyle i pszczoły. A jak nie ma owadów, to nie będzie ptaków, które albo same się żywią owadami, albo karmią nimi pisklęta. Nie będzie też kretów, gryzoni, łasic, kun. Zostaną za to komary, które poradzą sobie wszędzie, szczególnie wtedy gdy nie będzie ptaków. Kwiatową łąkę znamy z terenów wiejskich. A co by było, gdyby taka łąka powstała w mieście? Trochę dziwnie brzmi – łąka w mieście. Przecież miasto znamy z bloków mieszkalnych, betonowych chodników i dróg asfaltowych. Gdzie tu miejsce na kwiatową łąkę? Przecież w miastach są pięknie zadbane trawniki, często koszone, pięknie ułożone pod linijkę rabaty kwiatowe, betonowe donice przy chodnikach, są parki, które również są zadbane, nasadzone różnorodnym drzewostanem.

Kwiatowa łąka to nie wymysł zdziwaczałych ekologów tylko pożyteczna i zdrowa moda, która powoli wkracza do miast. Łąki są pożyteczne, piękne i praktyczne. Łąki pełne kwiatów są rajem dla owadów, zatrzymują wodę, a nawet pyły tworzące smog. Mogą być przy tym piękne, bo pełne polnych kwiatów i odgłosów drobnego życia. Są wreszcie praktyczne, bo nie wymagają tyle pracy, maszyn i energii co pielęgnacja miejskiej murawy. Nie wymaga przy tym specjalnych warunków. Wyrośnie niemalże na każdym podłożu. Co ważne – łąkę można stworzyć o każdej porze roku, sukcesywnie dosiewając ją nasionami, np. chabru, bławatka, czarnuszki, facelii, kosmosu pierzastego, maciejki czy maku polnego. Po przekwitnięciu nie ścinać tylko pozwolić samoczynnie wysiać się powstałym nasionom. Kwiatowa łąka może stać się jednocześnie nieformalną edukacją, dzięki której na wyciągnięcie ręki możemy poznać różne gatunki flory i fauny.

Gdy ludzie wyrównują spycharkami teren i kładą chodniki natura wysyła gatunki, które są w stanie przetrwać w nowym otoczeniu. W tym momencie gatunki inwazyjne stają się nie niszczycielami lecz twórcami. Zapoczątkowują nowe sieci pokarmowe, przekształcają się, ewoluują. Ludzie mają tendencję do myślenia, że natura i cywilizacja wzajemnie się zwalczają. Jednak w rzeczywistości miasta stały się idealnym środowiskiem do powstawania nowych gatunków, do odrodzenia. W książce Bernarda Cambella „Ekologia człowieka„ czytamy: „Cywilizacja z pewnością zaburzyła status quo w naturze, lecz stała się również motorem naturalnego odrodzenia”. Nie znaczy to absolutnie, że powinniśmy przestać martwić się ginięciem gatunków i środowiskiem. Ponieważ coraz więcej ludzi mieszka w miastach, dominuje romantyczny sposób myślenia o naturze. Zamiast gloryfikować tylko nietknięte przez człowieka miejsca, można stworzyć pewne zasady pozwalające ludziom i naturze żyć razem. Można zacząć od szanowania i respektowania ludzi, którzy mają bezpośredni kontakt z przyrodą – rolników, górników, drwali – i znacznie ułatwią życie ludziom w mieście. Mieszkańcy miast często krytykują ich za zniszczenie przyrody i jednocześnie domagają się produkowanych przez nich surowców. Dochodzimy do wniosku, że potrzebny jest kompromis do życia z naturą i wiedza do zrównoważonego rozwoju. Nasuwa się pytanie w jaki sposób możemy dotrzeć do etapu, w którym ludzie zaczną wykorzystywać przyrodę w sposób rozważny i ostrożny, aby zaspokoić potrzeby ludzkości? Pierwszym krokiem może być porzucenie myślenia o naturze jak o czymś odległym co musimy chronić przed innymi i zacząć dostrzegać ją wokół siebie. Pierwszym krokiem jest otworzenie oczu na istnienie natury w naszym życiu.

Uważam, że łączenie ludzi z innymi gatunkami przynosi wiele korzyści, nawet dla tych, którzy nie są wielbicielami przyrody. Dowody wskazują na to, że gdy ludzie znajdują się w otoczeniu roślin i zwierząt, spada ich poziom stresu i poprawia się ogólny stan zdrowia. Jeśli zależy nam na różnorodności gatunkowej i chcemy doświadczać jej osobiście, a nie tylko mieć świadomość, że ona gdzieś istnieje, oddalona od nas o setki kilometrów, jest duża szansa, że przyczynimy się do wzrostu zróżnicowania gatunkowego dzięki pielęgnowaniu środowisk w miastach i wokół nich. Na zakończenie przytoczę cytat z książki „Ekologia człowieka”, Bernarda Campbella: „Musimy zacząć wierzyć, że jesteśmy tym, czym jesteśmy – częścią zawiłej i zrównoważonej struktury świata przyrody; nie zdobywcą, który nagina przyrodę według swej woli i wykorzystuje jej bogactwa.”

Anna Wojszel
studentka kierunku Dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze