wtorek, 16 lipca 2019

Tęczowy kocyk na trawniku


Zupełnie przypadkowo spotkanie odbyło się na trawniku. Zaplanowane było w sali, ale zapomniałem, że w okresie wakacyjnym niektóre budynki są zamknięte w soboty i niedziele. Wydawało się, że sytuacja beznadziejna. Ale jedna z pań kreatywnie zaproponowała spotkanie na trawniku. I tak sytuacja bez wyjścia stalą się rozwojowa. Tęczowy Kocyk odbył się na kocyku na trawie. Pogoda dopisała.

St.Cz.

Więcej na facebukowej grupie: https://www.facebook.com/groups/299726493967704/





poniedziałek, 8 lipca 2019

Premiera musicalu "Coś w trawie piszczy"


Zapraszamy na premierę musicalu "Coś w trawie piszczy".  Teatr Niezbyt Zwyczajny z Kiersztanowa zagra tym razem w warmińskim plenerze. Wspaniali aktorzy, nadzwyczajne kostiumy i bajeczna scenografia...
https://www.facebook.com/events/1302779179881079

Po długim sezonie jesienno-zimowym Teatr Niezbyt Zwyczajny zamarzył sobie stworzenie musicalu w warmińskim plenerze – nad malowniczym stawem, z owcami i łąkami w tle. Od kilku miesięcy uczymy się śpiewać francuskie szlagiery, szyjemy bajkowe stroje, projektujemy scenografię. Bawimy się przy tym jak dzieci, które z resztą serdecznie witamy na naszym musicalu! Życzymy naszym małym i dużym widzom, by choć na chwilkę zanurzyli się wraz z nami w ten ukryty wśród warmińskich łąk, bajkowy świat. Tym razem zapraszamy do teatru pod chmurką do Owczarni Lefevre w Kiersztanowie. Zaczynamy po zachodzie słońca.

niedziela, 2 czerwca 2019

DZIEDZICTWO KULTUROWE I PRZYRODNICZE - kierunek studiów



Szanowni Państwo,
osoby które są zainteresowane studiami II stopnia na kierunku DZIEDZICTWO KULTUROWE i PRZYRODNICZE zapraszamy do nowej grupy - DZIEDZICTWO KULTUROWE i PRZYRODNICZE - REKRUTACJA 2019.

więcej: http://uwm.edu.pl/dziedzictwo


środa, 29 maja 2019

Wizyta w Dobrym Mieście (11.05.2019) i ocena praktycznych aspektów ochrony i popularyzacji dziedzictwa kulturowego na przykładzie tego grodu nad Łyną


Na wstępie mojej krótkiej pisemnej wypowiedzi, chciałam przestrzec czytelnika, że napisana przeze mnie wypowiedź pisemna ma charakter reportażowy i zindywidualizowany. Ta forma wypowiedzi jest wyborem świadomym, gdyż nie jestem historykiem, ale plastykiem i moja profesja jest silnie naznaczona subiektywizmem, którego unikają historycy.

Sobotni poranek. Zbiórka części grupy studentów DKiP II II° jadących do Dobrego Miasta ma miejsce na właśnie przebudowywanym Dworcu Głównym w Olsztynie. Do ostatniej chwili nie jestem pewna, gdzie znajduje się ów przystanek autobusowy, o którym wspominał w mail’ach grupowych prof. Hoffmann [1]; przystanek ten ulega ciągłym przemieszczeniom na skutek awansujących prac rewitalizujących przestrzeń Dworca Głównego. Na szczęście spotykam dwie pierwsze uczestniczki wyprawy, co lekko mnie uspokaja i utwierdza w przekonaniu, że nie jest najgorzej z moją orientacją w terenie, skoro inni studenci również przejawiają tendencję do pojawienia się w tym samym miejscu i czasie. Podczas jazdy busiku, realizującego regularne przejazdy z Olsztyna do Dobrego Miasta na drodze krajowej n° 51, obserwuję, między innymi kojąco-zachwycający widok za oknem: żółte pola rzepakowe działają stymulująco na nieco opieszały o tej porze dnia umysł. O tej porze roku widać przydrożne bociany, które nie boją się zakładać gniazd przy szosie. Żółty kolor rzepaku przeplata się z młodą zielenią i świeżą, niebieską tonią jeziora. Jeszcze o tej porze dnia nie wiem, że w Dobrym Mieście spotkam stujednoletniego akwarelistę, z którym odbędę rozmowę o ewentualnym promowaniu miasta i okolic poprzez warsztaty malarsko-plenerowe w tym mieście. Na miejscu dołączają do nas pozostali studenci, między innymi studentka z Grudziądza, która również zwraca uwagę na krajobraz i infrastrukturę, podczas wjazdu z innej strony do Dobrego Miasta [2], między innymi na nowy plac zabaw. Jest nas dwanaścioro studentów, jak apostołów lub znaków grecko-rzymskiego zodiaku. Stoimy na przystanku autobusowym, nieopodal którego widzimy kościół. Prof. Hoffmann opowiada o dawnych mieszkańcach Dobrego Miasta [3], dotkniętymi ówczesnymi nieuleczalnymi chorobami wenerycznymi, o ich stygmatyzacji poprzez izolowanie od pozostałej części społeczeństwa, zarówno za życia jak i po śmierci [4]; i o medyczno-społecznej konfuzji ówczesnych osób dotkniętych syfilisem z trędowatymi. Na chodniku leżą pozostałości rozbitego szkła, okruchów wieczoru, w którym miejscowy alkohol musiał mieć swój udział. Czyżby to symptomy współczesnej „zarazy”, z którą wciąż nie udało nam się uporać?

Z przystanku kierujemy się do kościoła [5], który o tej porze dnia jest dla nas zamknięty, ale przez uchylone drzwi zza kraty, możemy zobaczyć wnętrze tego budynku. Moją uwagę przykuwa kolor i struktura cegieł. Zwracam również uwagę na otaczające budynek kościelny dachówki, wchodzące w skład muru przykościelnego.

Nasze przemieszczenia z jednego punktu zabytkowego do następnego są niespieszne [6]. Odległość między poszczególnymi punktami zwiedzania jest na miarę ludzkich kroków, nawet dla osób z lekką niepełnosprawnością ruchową.

Z budynku sakralnego kierujemy się ku tyłom budynku kolegiaty [7] i nieudacznie porównujemy ten punkt miasta „z potencjalnym miejscem, z którego nieznany artysta szkicował podkład do obrazu. Widok współczesnego Dobrego Miasta porównujemy z warmińskim Guttstadt sprzed 145. lat. Stanowi to dla nas modelowy przykład jak wielkie przemiany - w niecałe sześć pokoleń ludzkich - nastąpiły w dziedzictwie kulturowo-materialnym jednego ośrodka miejskiego [8]”. Najprawdopodobniej mosiężna makieta z planem miasta pobudza wyobraźnię przestrzenno-architektoniczną; nie tylko u osób widzących. Kierując się ku sadom i ogródkom, gdzie niektórzy botanicy mogliby się popisać swoją wiedzą z zakresu znajomości kwiatów ogrodowych i zasadzonych tam drzew, zatrzymujemy się przy placu zabaw, gdzie dowiaduję się o miejscowych działaniach na rzecz rewitalizacji przestrzeni miejskiej. W przestrzeni plenerowej w krużganku kolegiaty zauważamy samochody, które zdaniem niektórych uczestników, nie są godne przebywania w tak zacnym parkingu. Tym samym wykluwa się pomysł na nowe miejsca parkingowe. W dalszym punkcie zwiedzania miasta zatrzymujemy się na przesympatycznym placyku z ławeczkami i przyglądamy się okrągłej rzeźbie z inskrypcjami w różnych kierunkach. Domyślam się, że w sezonie spełnia ona również rolę fontanny. Placyk ma w sobie coś z uroku francuskiego miasteczka Digne-les-Bains. Zastanawiam się, czy te dwa placyki w tych dwóch odległych miasteczkach powstały w tym samym czasie i jak wyglądała komunikacja oraz wymiana informacji w czasach ich konstrukcji. Ten paralelizm architektoniczny utrzymuje się nadal w miejscowej cukierni z lokalnymi smakołykami, przypominającymi te z sympatycznych prowansalskich miasteczek, którym udało się do dziś zachować swój urok, bo nie zniszczyła ich wojna. Oficjalne przewodniki podają, że Dobre Miasto zostało zniszczone w 65% [9], ale nasz przewodnik-wolontariusz twierdzi, że te dane są zaniżone. Przy Bocianiej Baszcie zauważam, że cegła jest nieco przypalona; jakby jakimś dawnym pożarem [10]. Drzwi do Bocianiej Baszty [11] zostają nam otworzone za pomocą zadziwiająco dużego klucza. Wspinamy się wąskimi schodkami, odkrywając na kolejnych kondygnacjach liczne przedmioty, które przywołują różne momenty z historii tego miejsca: moją uwagę przykuwa minimalistyczna walizka uchodźcy z Wilna. Z Bocianiej Baszty kierujemy się z naszą nową przewodniczką-wolontariuszką ku linii kamienic z szyldami zawodów i usług, które uległy przedawnieniu [12] lub nawet wyginięciu: zatrzymujemy się przy dawnym zakładzie fotograficznym, szewskim, piekarskim i fryzjerskim.


Ewa Surażyńska 
(17 i 18.05.2019); Dziedzictwo Kulturowe i Przyrodnicze

Bibliografia:
  • Gazeta Wyborcza, w: Magazyn Olsztyn, w: „Od idei do rewitalizacji – sieć miasteczek Cittàslow”, 17.05.2019, s. 8.
  • Orłowicz M., Ilustrowany przewodnik po Mazurach Pruskich i Warmii, Olsztyn 1991.
  • Skuza Z. A., Ginące zawody w Polsce. Ocalić od zapomnienia. Sport i Turystyka. MUZA SA, Warszawa 2006.
  • Suchenek Z., Kalinowski D. K., Sikorski J., Dobre Miasto na starych widokówkach. Dobre Miasto (ehem. Guttstadt) auf alten Postkarten, Dobre Miasto 2007.
Strony internetowe:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Dobre_Miasto (dostęp: 17.05.2019).
http://www.dobre-miasto.com/zabytki-dobrego-miasta/baszta-bociania/ (dostęp: 18.05.2019).
Przypisy:
[1] Zob. prof. Hoffmann: „(…) mała korekta do poniedziałkowej informacji. Spotykamy się w sobotę o godz. 9.30, 11. maja na przystanku Expressbusów, który został przeniesiony (obecnie znajduje się przy ul. Lubelskiej naprzeciwko stacji benzynowej Statoil)”.

[2] „Początkowo miasto nazywało się Gudestat, czyli miasto pruskiego plemienia Gudde. W późniejszym czasie niemieccy osadnicy przekręcili ją na Guttstadt, które tłumaczono na język łaciński jako Bona Civitas, a na polski Dobre Miasto. Formy nazewnicze do 1945 roku: niem. Guttstadt.”

[3] „Inne nazwy miasta: Guddestat, Godenstat, Gudinstat, Gutberg, Gutenstat, Guthenstadt, Guthinstadt, od 1946 oficjalnie Dobre Miasto. (…) Herbem miasta jest jeleń trzymający w pysku gałązkę dębu z dwoma żołędziami, stojący na zielonej trawie. Patronką miasta jest święta Katarzyna Aleksandryjska.”

[4] Zob. nekropolia Dobrego Miasta.

[5] „Kościół jest częścią gotyckiego zespołu kolegiackiego z lat 1357–1389. Biskup warmiński Herman około 1346 dokonał ostatecznego rozdziału dóbr biskupich i kapitulnych. Powołał także kolejną kapitułę – kolegiacką, która stała się wkrótce trzecim co do wielkości właścicielem ziemskim na Warmii. Aktem z 20 listopada 1347 kapitułę kolegiacką przeniesiono do Dobrego Miasta włączając do niej miejscowy kościół parafialny. Budowę obecnego kościoła rozpoczęto około 1359. Pod koniec XIV w. w kościele były już co najmniej cztery ołtarze, w 1392 papież Bonifacy IX wystawił bullę odpustową, a w 1396 ufundowano stalle kanonickie. W 1420 wyświęcono nowy ołtarz główny ku czci Krzyża Świętego, Zbawiciela i Wszystkich Świętych. Zabudowania kolegiaty stanowią zwarty czworobok, nieznacznie rozszerzający się ku zachodowi. Część północną zajmuje kościół, od zachodu i południa znajdują się budynki mieszkalne kanoników, od wschodu pozostałość dawnego domu biskupów, zakrystia i brama w kierunku miasta.”
„Druga brama (Młyńska) znajduje się w skrzydle południowym. Kościół o wymiarach zewnętrznych ok. 61,5 × 25,5 m ma postać trójnawowej hali bez wydzielonego prezbiterium, typowej dla Warmii; wysokość do okapu dachu wynosi 16 m. Od strony zachodniej dostawiona jest wysoka czworoboczna wieża. Pary ośmiobocznych filarów dzielą wnętrze na siedem przęseł przekrytych sklepieniami gwiaździstymi – czteroramiennymi w nawach bocznych i ośmioramiennymi z żebrem przewodnim w nawie głównej.”

[6] „Cittàslow (dosłownie: „powolne miasto”) – powstały w 1999 roku we Włoszech ruch, a zarazem organizacja non-profit, której celem jest oparcie się globalizacji i homogenizacji miast poprzez popieranie różnorodności kulturalnej, ochronę środowiska naturalnego, promocję tradycyjnych lokalnych produktów oraz dążenie do poprawy jakości życia. Inspiracją dla ruchu jest organizacja Slow Food.”

[7] „Kapituła Kolegiacka dla diecezji warmińskiej została utworzona przez biskupa Hermana 17 czerwca 1341 i osadzona w Pierzchałach koło Braniewa. Była to jedyna kapituła kolegiacka na ziemiach państwa krzyżackiego. W 1343 przeniesiono ją do Głotowa, a 20 listopada 1347 do Dobrego Miasta. (…) Dobre Miasto było ośrodkiem dóbr biskupich, siedzibą kapituły kolegiackiej (do 1811), a także ośrodkiem handlu i rzemiosła.”

[8] Słowa ujęte w cudzysłów należą do prof. Hoffmann’a. Ich forma gramatyczno-strukturalna została przetworzona w celu utrzymania poprawności gramatycznej w tym konkretnym kontekście wypowiedzi pisemnej.

[9] „Podczas II wojny światowej zniszczenia wynosiły ponad 65% zabudowy, w tym całkowicie rynku i otoczenia”.

[10] Tamże.

[11] „Baszta Bociania to pozostałość po średniowiecznych murach. Nazwa pochodzi od gnieżdżących się na jej szczycie do niedawna bocianów – bociany niezadowolone z remontu dachu postanowiły zmienić okolice na bardziej przyjazne”.

[12] Zob. Z. A. Skuza, Ginące zawody w Polsce. Ocalić od zapomnienia. Sport i Turystyka. MUZA SA, Warszawa 2006.

środa, 13 marca 2019

Gród Sanditten/Sądyty - spacer w ramach "Promocji dziedzictwa archeologicznego"



Spacer w ramach "Promocji dziedzictwa archeologicznego".  Stanowisko archeologiczne gród Sanditten – Sądyty.

Zbiórka: we wtorek 12.03.2019 o 15:00 przed Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie (ul. Parkowa 1). Z tego miejsca kierujemy się do Sądyt (25 minut pieszo od miejsca zbiórki). W praktyce część trasy została pokonana samochodami.

Pierwsze spostrzeżenia:

1. Miejsce piękne, ale zaśmiecone: pierwsza powinność – usunięcie współczesnych śladów człowieka, aby dać szansę archaizmom z epoki wikingowskiej. Niestety to zjawisko jest zglobalizowane i dotyczy całego regionu. Jak skutecznie walczyć z zaśmieceniem okolicy?

2. Nie stawiałabym tablic, które w klimacie północno-wschodniej Polski szybko ulegają korozji i wandalizmowi. Raczej dyskretne aplikacje telefoniczne z informacją i grami dla najmłodszych. Czy starsi użytkownicy miejsca nie poczują się dyskryminowani?

3. W miejscu odkrzaczonym można postawić transparentny czasowy namiot z przestrzenią dla badań archeologicznych w deszcz i śnieg, przestrzenią wykładowo-prelekcyjną, kafejką i butikiem z pamiątkami. Czy jednak komercjalizacja miejsca nie wpłynie na jeszcze większe jego zaśmiecenie? Zadanie czasochłonne i drogie oraz wymagające wylansowania konkursu wśród architektów krajobrazu na projekt takiej przestrzeni.

4. Pytanie do biologów: czy zjawisko zarastającej przestrzeni wodnej jest procesem naturalnym, czy wynika z zanieczyszczenia przestrzeni wodnej?

5. Zaproszenie do projektu nurków-archeologów.

Ewa Surażyńska



sobota, 9 marca 2019

WARMIŃSKIE SHEKERE - muzyka, która na polu wyrosła



Warmińskie shekere - to instrument muzyczny, rodzaj grzechoty, która wykonana jest z wysuszonej i pustej tykwy, która wychodowana została na warmińskiej ziemi (ogród w Wipsowie, gmina Barczewo).
Warmińskie shekere jest jedyne w swoim rodzaju, wykonane ręcznie przeze mnie .
Nie ma takiego samego instrumentu - każdy egzemplarz jest niepowtarzalny.
Na tykwie zaplotłam siateczkę ze sznurka lnianego nawleczonego drewnianymi lub plastikowymi koralikami. Kształt tykwy, z której zrobiony jest instrument jak również rodzaj i wielkość koralików ma wpływ na jego brzmienie. Tykwa jest suszona przez kilka miesięcy, a następnie usuwa się ze środka miąższ i nasiona. Sposób grania to rytmiczne potrząsanie, pocieranie koralikami lub uderzanie w otwór przez który zostały wyjęte nasiona.
Pierwsze nasiona zostały przywiezione z gospodarstwa ekologicznego Herba Humana z Francji, w którym odbywałam staż studiując kierunek Dziedzictwo Kulturowe i Przyrodnicze na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie.
Shekere to rodzaj instrumentu muzycznego popularnego przede wszystkim w Afryce oraz Ameryce Południowej i Środkowej. W zależności od regionu nazywany jest on też: axatse, chequere, sekere, chekeré, agbé, aggué, abwe, xequerê, cabaça lub afoxé.
Zobaczcie jak wygląda i brzmi moje Warmińskie Shekere 

Anna Wojszel

czwartek, 7 marca 2019

Artystyczna ekologia cz. 2 - mleko w kance



Następny wpis o moich próbach życia ZERO WASTE, czyli próbach bezodpadowego życia w mojej rodzinie. Zaczęłam temat o wszechobecnych toreb plastikowych, a teraz poruszę temat KARTONÓW PO MLEKU. Przeciętny Polak wypija rocznie dwieście litrów mleka. To daje dwieście opakowań, które lądują w koszu na śmieci. A gdzie wyrzucamy kartony po mleku? Z jednej strony jest to karton czyli kłania się kontener na odpady papierowe, ale z drugiej strony, karton ten jest od środka wyłożony folią, a u góry jest plastikowa nakrętka. Tak więc zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Gospodarki i Pracy kartony po mleku lądują w pojemniku na tworzywa sztuczne (kolor żółty), razem z plastikowymi i metalowymi odpadami.

Wracając do moich prób bezodpadowego życia zrezygnowałam z mleka w kartonie. Mleko piję - ale od krowy. Takiej prawdziwej, która chodzi po łące i chrupie sobie trawę, taką zieloną i soczystą.
Niestety nie mamy już w sklepach naturalnego mleka, które nie byłoby poddawane obróbce termicznej, dzięki której pozbawione jest dużej części drobnoustrojów. Niestety, także tych korzystnych dla naszego organizmu. Jednak nasz przewód pokarmowy potrzebuje niektórych rodzajów bakterii do prawidłowego funkcjonowania, dlatego powinniśmy spożywać fermentowane produkty, tj. kefiry czy jogurty. Jeśli ktoś z Was ma możliwość kupowania mleka niepasteryzowanego to jak najbardziej warto z tego skorzystać. Takie mleko ma więcej wartości odżywczych, zawiera jednak znacznie więcej tłuszczu.

Był czas, że kupowałam mnóstwo kartonów z mlekiem, więc produkowałam mnóstwo odpadów plastikowych. Pewnego dnia powiedziałam STOP! A raczej krzyknęłam. Zakomunikowałam rodzinie, że nie kupujemy już więcej mleka w kartonie. Ale co będziemy pili? MLEKO OD KROWY! Takie jak byliśmy mali? TAK! I tak zaprzyjaźniliśmy się na nowo ze starą, stylową … KANKĄ DO MLEKA (mamy ich kilka), a z kanki mleko przelewany do glinianych dzbanków, które zakupiliśmy na targu staroci. Cieszę się bardzo, że dzieci pamiętały smak prawdziwego mleka od krowy, więc było łatwiej zrezygnować z tego w kartonie. A mi przypomniały się wspaniałe czasy kiedy mała Ania chodziła ze swoją kanką po mleko i jaka była frajda jak mogliśmy patrzeć na dojone krowy i czuć zapach świeżego mleka i oczywiście...obornika ale to nie przeszkadzało (to zapachy dzieciństwa).

Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że mieszkamy na wsi i mleko od krowy mamy pod nosem. Zapytacie, a co jak mieszkacie w mieście? Widzę następujące rozwiązanie. Zawsze mleko od krowy może przyjechać do Was, tzn. gospodarz może przywieźć Wam mleko - wystarczy umówić się z nim i sąsiadami na odpowiedni dzień i godzinę odbioru. Tak było też i u nas na wsi, gdzie gospodarze z pobliskich wiosek przywozili kanę mleka krowiego, a nasi mieszkańcy czekali niecierpliwie ze swoimi kankami.

PRZERAŻA MNIE WSZECHOBECNY PLASTIK! Więc zrezygnowałam z mleka w kartonie.
Podsumowując: nasze małe eko kroki to:
  • rezygnacja z mleka w kartonie czyli z plastiku na rzecz mleka prosto od krowy (zasada refuse - odmawiaj)
  • używam kanek i garnków glinianych do mleka, zakupionych na targu staroci, więc dałam im drugie życie (zasada reuse - użyj ponownie)
Małe eko kroki, a jak cieszą!
Jeśli przeczytałeś tekst do końca to jesteś gotowy na następne eko krok.

Anna Wojszel

niedziela, 3 marca 2019

Artystyczna ekologia z Wipsowa


Miałam napisać o moich próbach życia ZERO WASTE, więc zaczynam cykl o próbach bezodpadowego życia w mojej rodzinie "Artystyczna Ekologia".  Co to jest zero waste? Filozofia i styl życia, w którym do maksymalnego ograniczenia produkcji odpadów i optymalnego wykorzystania tego co już posiadamy. W ramach zero waste posługujemy się zasadą 5R: - refuse (odmawiaj), - reduce (ograniczaj), - reuse (użyj ponownie), - recycle (przetwarzaj) - rot (kompostuj).


Zacznę od wszechobecnych toreb plastikowych, które towarzyszą nam każdego dnia. Wiemy, że są, że możemy w nie zapakować jednego banana (tylko po co?) i słyszeliśmy, że stanowią ogromne zagrożenie dla naszej planety. To wszystko wiemy ale czy świadomie je używamy, czy zastanawialiście się ile rozkłada się siatka plastikowa? 400 LAT! Zapotrzebowanie na plastik jest tak duże, że przez ostatnią dekadę wyprodukowaliśmy go więcej niż przez pozostałych 100 lat! Żadna cząsteczka plastiku nie uległa jeszcze rozkładowi. Dlaczego? Dlatego, że pierwsze tworzywa sztuczne wyprodukowane na masową skalę, pojawiły się w latach 50-tych ubiegłego wieku. Czyli, że na plastik, którego używała Twoja prababcia, może natknąć się Twoja wnuczka!

Średni czas życia plastikowej torby wynosi tylko 12 min.! Już samo to pokazuje jak bezmyślnie wykorzystujemy tworzywa sztuczne. Robiąc zakupy obserwuję jak ludzie wykorzystują foliowe siatki - jednego banana czy jednego pomidora wkładają do siatki foliowej. Po co? Siatki foliowe są ostatnio tak słabe, że kasjerka do klienta mówi by zapakować towar w jeszcze jedną siatkę foliową. I tak bezmyślnie sięgamy po następną.

Wracając do moich prób bezodpadowego życia zaczęłam rezygnacji foliowych toreb, szyjąc własnoręcznie EKO WORECZKI, których używam już koło roku. EKO WORECZKI to wielorazowe woreczki z materiału (stare firanki, stare koszule itp.) zawiązywane sznureczkiem są dobrym i sprawdzonym opakowaniem na wszelkie produkty, tj. warzywa, owoce jak również kasze, makarony, ryż, płatki, orzechy itp. Wracamy do tradycji, ponieważ takich woreczków używały nasze babcie - przechowywały mąkę, suszone grzyby itp.

PRZERAŻA MNIE WSZECHOBECNY PLASTIK! Więc zaczęliśmy szyć własne tkaninowe woreczki. Pierwsze uszył mój 17-letni syn, który ma pasję krawiecką. Szyje i kreuje własnoręcznie wykonane modne bluzy, spodnie. On przerabia stare ciuchy, a ja zaczęłam szyć woreczki ze starych niepotrzebnych firan, koszul, bluz, spódnic.

Szyję na starej, rodzinnej maszynie, którą oddałam do naprawy. Dałam jej nowe życie i dalej mi służy.

 Podsumowując: moje małe eko kroki to: 1. odmawiam foliówek w sklepie, mam dużą jutową torbę na zakupy (zasada refuse - odmawiaj), 2. szyję tkaninowe woreczki z odzyskanych materiałów, tj. stare firanki, koszule itp. (zasada reuse - użyj ponownie, recycle - przetwarzaj), 3. szyję na starej, naprawionej maszynie (zasada reuse - użyj ponownie).

Jeśli przeczytałeś do końca mój tekst to jesteś gotowy by zrobić pierwszy mały eko krok. Eko woreczki - zamiast foliowych siatek. NOŚ JE ZAWSZE ZE SOBĄ NA ZAKUPY, A W TEN SPOSÓB OGRANICZYSZ UŻYWANIE FOLIOWYCH SIATEK W SKLEPIE! Mały eko krok - a jak cieszy!

Anna Wojszel








Artystyczna ekologia, cz. 1.



Kto z WAS chciałby zrobić pierwszy eko krok?:

  • własna wielorazowa torba na zakupy (ja używam jutowej torby),
  • eko woreczki to wielorazowe woreczki z materiału (stare firanki, stare koszule itp.) zawiązywane sznureczkiem są dobrym i sprawdzonym opakowaniem na wszelkie produkty, tj. warzywa, owoce jak również kasze, makarony, ryż, płatki, orzechy itp. 
Wracamy do tradycji, ponieważ takich woreczków używały nasze babcie - przechowywały mąkę, suszone grzyby itp. EKO WORECZKI - zamiast foliowych siatek. NOŚ JE ZAWSZE ZE SOBĄ NA ZAKUPY, A W TEN SPOSÓB OGRANICZYSZ UŻYWANIE FOLIOWYCH SIATEK W SKLEPIE! Mały eko krok - a jak cieszy!

Co to jest ZERO WASTE? Filozofia i styl życia, w którym do maksymalnego ograniczenia produkcji odpadów i optymalnego wykorzystania tego co już posiadamy. W ramach zero waste posługujemy się zasadą 5R:

  • refuse (odmawiaj) 
  • reduce (ograniczaj)
  • reuse (użyj ponownie)
  • recycle (przetwarzaj) 
  • rot (kompostuj) 
 Robimy małe kroki by chronić siebie i naszą planetę

Anna Wojszel