środa, 8 kwietnia 2020

O sposobach i metodach poruszania się

Czym jest marsz? I czy da się tę czynność zdefiniować w sposób jednoznaczny? Bo inaczej pokonuje przestrzeń człowiek młody i energiczny, a inaczej starzec. Nasz chód jest niewątpliwie związany z masą naszego ciała, fizjonomią, wzrostem, a nawet nastrojem. Chód zdradza w dużej mierze nasz nastrój: może być skoczny i taneczny, gibki lub ociężały, frywolny lub frasobliwy, smutny lub wesoły, śmieszny lub śmiertelnie poważny. Istnieją ludzie, których sposób chodzenia wymyka się wszelkim definicjom. O ich sposobie chodzenia nic nie możemy powiedzieć, a im bardziej staramy się „złapać” ich sposób poruszania w szpony definicji, tym bardziej będą się oni nam wymykać. Nie wszyscy ludzie chodzą tak samo. I nie jest to kwestią tylko wieku, stanu zdrowia, ale i temperamentu: sposób chodzenia choleryka czy sangwinika różni się od powolnego, choć zdeterminowanego kroku flegmatyka. Nie chciałabym się w tym momencie odwoływać do humoru Monty Python’owskiego, który nadaje każdemu filozofowi z drużyn niemieckiej i greckiej specyficzny rodzaj zadumy zawieszonej w krokach, precyzyjnie komentowanych przez brytyjskiego sprawozdawcę sportowego. Ten wcześniej wspomniany brytyjski roznosiciel kompulsywnych wybuchów śmiechu u widzów zauważa, że każdy filozof, w zależności od reprezentowanej przez niego szkoły filozoficznej, ma inny rodzaj zadumania wizualizującego się właśnie poprzez chód. W Monty Python’owskich realiach boiska piłki nożnej, historia filozofii poruszania się myślicieli różnych epok i zakątków geograficznych jest zakumulowana w przestrzeni rozgrywek meczowych.


Czym różnił się chód greckich filozofów od sposobu poruszania się zabłąkanego samotnego we francuskim krajobrazie Jean-Jacques’a Rousseau? Z pewnością starożytni greccy filozofowie żyli w nieco odmiennej epoce i przestrzeni geopolitycznej i klimatycznej od wspomnianego wcześniej francuskojęzycznego nowożytnego myśliciela. Na chód wpływa również nasz sposób ubierania się: Grecy ubrani byli w szaty nieprzylegające bezpośrednio do ciała, przez co obserwatorowi trudno byłoby zdefiniować szczegółowo ich anatomię. Paradoksalnie, ci Starożytni Grecy, kryjacy swą anatomię za nieokreślonością szat, mieli trochę inne podejście do nagości. Nie wiem jakimi konsekwencjami prawno-administracyjnymi mogłaby się zakończyć dzisiaj próba pokonania przestrzeni olsztyńskiego Parku Centralnego w stroju adamowym. Gdy nagość staje się zabronioną lub szokująca w danym kontekście kulturowym, wtedy należy zacząć zastanawiać się, czym zakryć nasze ciało, jakim rodzajem materiału i w jaki sposób skrojonym strojem. W dalszej kolejności moglibyśmy się zastanawiać, jak to ubranie jest dostosowane do otaczającej nas architektury. Zarówno strój jak i architektura, w której się w danym momencie znajdujemy, może wpływać na nasz nastrój.

Ewa Surażyńska