czwartek, 30 listopada 2017

Podziel się książką tak jak chlebem


Studenci kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze zapraszają do akcji uwalniania książek. Założyli specjalna wirytnę: https://warmiobook.blogspot.com/  oraz Fan Page na Facebooku

Uwalniają książki i tworzą nowe półki bookcrossingowe w dość nietypowych miejscach. Tam, gdzie ich jeszcze nie było. Na przykład w piekarniach i restauracjach. W miejscach na głębokiej prowincji i w miejscach, gdzie ludzie się spotykają. Kilka całkiem nowych półek zostanie uroczyście otwartych 6. grudnia 2017 roku.

Książka zbliża a dzielenie się ubogaca. Dziedzictwo w szerokim sensie. Nie samych chlebem człowiek żyje czyli nie samą materialnością. Bo dziedzictwo ma wymiar materialny ale i niematerialny.

Celem tej akcji jest zachęcenie do zmiany postaw konsumenckich, do dzielenia się (nie tylko książkami) i do czytania a jednoczesne umożliwienia korzystania z książek tym, którzy nie mają do nich łatwego dostępu.

Przeczytanych książek nie musimy wyrzucać do pieca ani na makulaturę. Stare książki możemy ożywić, podzielić się nimi z kimś innym i podzielić się wrażeniami z ich przeczytania. Książki zbliżają ludzi w momencie czytania jak i w momencie dzielenia się nimi (i wrażeniami z przeczytanych pozycji).

Celem jest ochrona środowiska - mniejsze zużycie surowców, w tym przypadku papieru. "Chcemy wydłużyć czas użytkowania przedmiotów, na przykładzie książek. Chcemy dzielić się wiedzą i to podwójnie (fizycznie książkami a duchowo wiedzą i pomysłami)".

Dołącz do studenckiej akcji. Dzielenie się ubogaca obie strony. A oni chcą zmieniać świat na lepsze małymi krokami i zaczynając od siebie samych. Możesz dołączyć. Dzielimy się książkami ale chodzi o coś więcej. "Chcemy zmieniać postawy konsumenckie i postrzeganie świata. Zamiast kultury jednorazowości i szybkiej konsumpcji – trwałe i wielokrotnie wykorzystywane rzeczy (i idei)".

Nadrzędnym celem jest zmiana świadomości, stylu życia i codziennych nawyków. To taki przewrót kopernikański w myśleniu. Mikołaj Kopernik mieszkał na Warmii, nawiązanie więc do niego nie jest bezpodstawne. Poprzez akcję tworzenie nowych półek bookcrossingowych i uwalniania książek studenci chcą ułatwić dostrzeżenie problemów odpadów (konsumpcja towarów jednorazowych, rosnące wysypiska, śmieci zalęgające w lasach). Chcą pokazać i zobaczyć jak prostymi działaniami można to zmieniać. Im więcej osób tym większy sukces akcji. Dołącz i Ty !  

Co możesz zrobić? Przeczytaj książkę. Uwolnij ją i przekaż dalej. Podziel się wrażeniami i zostaw swój ślad na studenckim fanpejdżu. Zrób zdjęcie z książką i wyślij na facebookowy fanpage

Inicjatorami i pomysłodawcami akcji są studenci kierunku dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie. Ale z pewnością dołączą i inni.

Inauguracja projektu w dniu 6 grudnia 2017 roku. W nawiązaniu do św. Mikołaja i znakomitej tradycji obdzielania się prezentami.

Stanisław Czachorowski

niedziela, 26 listopada 2017

Regionalne zasoby archiwalne i biblioteczne


Studenci III roku studiów I stopnia na kierunku DZIEDZICTWO KULTUROWE i PRZYRODNICZE w ramach zajęć terenowych "Regionalne zasoby archiwalne i biblioteczne", dzięki uprzejmości prof. Andrzeja Kopiczko odwiedzili Archiwum Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie. Zapoznaliśmy się z burzliwą ale jakże ciekawą historią powstania archiwum.

Zasoby jednostki, mimo złożonej i trudnej przeszłości, są bardzo bogate. Szczególnie dumne jest z posiadania dziesięciu autografów Mikołaja Kopernika. Warto zaznaczyć, że w bibliotekach polskich i europejskich zachowało się jedynie około 35 pism, sporządzonych ręką tego wybitnego astronoma. Należy też dodać, że w Archiwum przechowywane są również autografy biskupa Ignacego Krasickiego. Szczególną wartość posiadają pisane jego ręką "Bajki" i "Monachomachia" z rysunkami bratanicy Anny Charczewskiej. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem z posiadanych zasobów Archiwum Archidiecezji Warmińskiej.

Anna Wojszel




„Piramida Zwierząt” Katarzyny Kozyry po warmińsku i prowansalsku albo o lokalnym potraktowaniu sztuki zglobalizowanej

Oratoires du Centre Ancien d'Aix-en-Provence;
Association pour la Restauration et la sauvegarde du Patrimoine du Pays d'Aix;
str.: 52: Saint Roch et son chien. 40 rue Espariat, église du Saint-Esprit.
Dzień pierwszego listopada jest najodpowiedniejszym czasem na wspomnienie instalacji Katarzyny Kozyry o intrygującym niegdyś tytule „Piramida Zwierząt” (1993) w ramach zajęć z antrozoologii i posthumanizmu [1] na DKiPII UWM. Na tę wspominkową decyzję składają się następujące czynniki, a są nimi: przyczyny osobiste, w postaci mojego jesiennego kaszlu, połączonego z bólem mięśni (uniemożliwiającego mi wyjście do i tak dziś zamkniętej biblioteki). Po drugie instalacja wyżej wymienionej artystki-performerki jest niejako wspomnieniem tętniącego niegdyś życia, które brutalnie uszło ze zwierząt goszczących w rozległych, wysokich i wytwornych pomieszczeniach warszawskiej „Zachęty”.

Tu pozwolę sobie na małą dygresję: nie wyobrażam sobie przemieszczenia tej instalacji do niskich pomieszczeń wystawienniczych olsztyńskiego Biura Wystaw Artystycznych, gdzie wieje socrealizmem. Nie wiem również jak wnieść „Piramidę Zwierząt” Katarzyny Kozyry do (mieszczącego się na ostatnim piętrze!) kortowskiego Centrum Ekspozycyjnego „Stara Kotłownia”? A może pomieszczenia olsztyńskiego zamku, w których progach gościł (15-go listopada 2016-go roku, w ramach „Zachęty do sztuki”) inny polski skandalista - Zbigniew Libera, zdołałyby równie wytwornie powitać instalację Kozyry? W „Muzeum Warmii i Mazur”? Toć przecież na zamku ma straszyć! A może w olsztyńskim „Muzeum Przyrody”, ale co na to duchy [2] innych zaimpregnowanych zwierząt leśnych, które nie należą do tych udomowionych z instalacji Katarzyny Kozyry?

Jak zaimpregnowany warszawski koń domowy porozumie się z północno-wschodnim żubrem czy łosiem? Czy duch warszawskiego myśliwskiego psa nie zakłóci spokoju miejscowej, zaimpregnowanej parze gągołów [3] (Bucephala clangula)? Tu przypomnę, że gągoły są typowymi mieszkańcami jezior śródleśnych. Czy zaimpregnowany kot Katarzyny Kozyry zaprzyjaźni się z lisem o tym samym smutnym losie? W końcu: czy miejscowy lis (Vulpes vulpes) nie zapoluje na warszawskiego koguta z samego szczytu instalacji? I czy znowu to psisko z warszawskiej instalacji nie spłoszy pary żurawi (Grus grus) i białego bociana (Ciconia ciconia)? [4]

I czy ta instalacja Katarzyny Kozyry zostałaby w ogóle zauważona? Przecież Olsztynianie od lat przywykli już do poroża, stanowiącego część drewnianego świecznika z XVI-go wieku w sferze sakralnej. Miejscowi [5] powiadają, że podczas polowania w olsztyńskich lasach, spłoszony jeleń miał sam uciec do miasta, aby dotrzeć do dzisiejszej bazyliki katedralnej św. Jakuba Starszego. Po wbiegnięciu do środka świątyni, miał paść martwy. Anonimowi rzemieślnicy, dla upamiętnienia tego wydarzenia, wykonali wyżej wspomniany świecznik. Nie wiem jak by się do tego ustosunkował św. Hubert. Czy znalazłby jakiś wspólny język ze św. Jakubem Starszym? Chyba tylko przy bardzo wysublimowanym naparze ze świeżych pokrzyw i lawendy, w towarzystwie psa, z którym św. Roch się nie rozstawał (w prowansalskiej reprezentacji rzeźbiarskiej [6]).

Nasuwa się ponure pytanie: dlaczego w tak wielu wnętrzach publicznych i prywatnych, zwierzę jest akceptowane, ale w formie zaimpregnowanej, czyli martwe? Czy przebywanie z człowiekiem w wytwornych wnętrzach galerii czy świątyni tak często musi być okupione śmiercią tych zwierząt?

Wrócę jednak do równie smutnej współczesności: „Piramidę Zwierząt” widziałam jeszcze w końcówce XX-go wieku, najprawdopodobniej jeszcze zanim rozpoczęłam studia na warszawskiej Europejskiej Akademii Sztuk (1995 – 2000): tamże zatrudniona przez EAS krytyk sztuki, mgr [7] Monika Małkowska, ze skrzętną wnikliwością, oprowadzała nas po wszystkich ważnych współczesnych galeriach ówczesnej Warszawy.

Wyżej wymienione wydarzenie artystyczne, z udziałem umarłych zwierząt, odtwarza w mej pamięci warszawską atmosferę z ostatniego dziesięciolecia przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Niestrawna instalacja Katarzyny Kozyry, napawa zamierzonym przez artystkę: to bezsilnym buntem, to niepotrzebnym smutkiem, bo zmieszanym z poczuciem, że mam tu do czynienia z klasyczną idioterią (prawną). Z tym ostatnim, dość pretensjonalnym jak na Dzień Wszystkich Świętych terminem, zapoznałam się uczestnicząc w warsztatach prowadzonych przez Natachę Pugnet i Patrick’a Lhot’a [8] w ramach ćwiczeń ze współczesnych praktyk w sztukach plastycznych. A idioteria czerpie korzyści z luk i niedociągnięć prawnych. Jest źródłem inspiracji dla tych, którzy nie boją się prowokacji w badaniu granic ludzkiej głupoty. Zadaje ona dużo pytań, na które nie mamy gotowych odpowiedzi. Robi dużo hałasu wokół siebie. Stawia pod znakiem zapytania wartości zdające się być niezachwianymi, a nas samych: w pozycji niewygodnej, demaskując hipokryzję. Bracia Grimm’owie mieli się niejednokrotnie przewrócić w grobie na myśl o tym, co Katarzyna Kozyra uczyniła z ich „Muzykantami z Bremy”.

Czy współczesne dzieci nie zasną już dziś tak łatwo jak niegdyś?

Ewa Surażyńska
studentka DKiPII UWM

Przypisy:

[1] Przedmiot prowadzony przez dr Dariusza Liszewskiego na I-ym roku studiów magisterskich z Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim w Olsztynie w roku akademickim 2017/2018.
[2] Tu możemy pozwolić sobie na dyskusję związaną z duszą zwierząt i odwiecznym pytaniem: czy zwierzęta posiadają duszę?
[3] Zapraszam do rozdziału poświęconemu olsztyńskiemu „Muzeum Przyrody” (str.: 73 - 79) w ilustrowanym przewodniku siedziby Muzeum Warmii i Mazur. Wydawca: FOTO LINER S.C.; Międzyborska 50, 04-041 Warszawa.
[4] Czyżbym wspominała dyskusję, która odbyła się 27 września między 19:50 a 21:00 w Amfiteatrze im. Czesława Niemena w Olsztynie wokół tematu: „Posthumanizm: filozofia, sztuka, nauka”?
[5] Zobacz grzbiet przewodnika po olsztyńskiej bazylice katedralnej św. Jakuba na przełomie wieków ks. Andrzeja Lesińskiego.
[6] W: Oratoires du Centre Ancien d’Aix-en-Provence; Association pour la Restauration et la sauvegarde du Patrimoine du Pays d’Aix; str.: 52: Saint Roch et son chien. 40 rue Espariat, église du Saint-Esprit.
[7] Tytuł, który posiadała moja wykładowczyni w latach 1995 – 2000.
[8] Warsztaty prowadzone dla studentów sztuk plastycznych na studiach magisterskich na Wydziale Literatury i Nauk Humanistycznych na Aix-Marseille Université [Master Arts, arts plastiques. Faculté des Lettres et Sciences Humaines] przed rokiem 2008-ym.

środa, 22 listopada 2017

Korespondencja z Wielkiej Brytanii - hotele dla owadów


Podobno dzieci w Szwajcarii zapytane, jakiego koloru są krowy, pod wpływem reklam powiedziały, że krowy są fioletowe. Aby temu zaradzić, w centrum Londynu znaleźć można Vauxhall farm z dzikimi zwierzętami: kozami, końmi czy świnkami – wszystkimi tymi legendarnym,i stworzeniami, o których dziś wielkomiejskie dzieci wiedzą wyłącznie z bajek. Aby przybliżyć naturę dzieciom, wiele angielskich szkół podstawowych decyduje się postawić „Hotele dla robaków” (po angielsku Bug Hotels). Jest to bardzo ciekawy pomysł na przybliżenie natury dziecku, w prosty, bezpośredni i mało kosztowny sposób.
  
Co to jest „hotel dla robali”?

„Hotel dla robaków” lub ładniej „hotel dla owadów” (Bug Hotel) to często wielopiętrowa konstrukcja zbudowana w ogrodzie, w której (za darmo!) zamieszkują różne insekty. Zbudowany jest z różnych materiałów, przez co umożliwia wprowadzkę różnym gatunkom zwierząt. Jak prawdziwe hotele, również te przybierać mogą najróżniejsze, czasami wręcz ekstrawaganckie kształty. Raz zbudowany, hotel dla robaków tworzy własny ekosystem, o który szczególnie nie trzeba już się później troszczyć.

Kto buduje hotele dla owadów (robaków)?

Hotele dla robaków budować mogą ogrodnicy oraz hodowcy owoców i warzyw, by w ten sposób ułatwić zapylanie swoich płodów. Owady mogą tam zakładać swoje gniazda i hibernować na zimę.
Coraz częściej jednak, stawiają je również szkoły, by w ten sposób przybliżyć naturę swoim podopieczny, jest to świetny sposób pokazania naszym milusińskim natury bez potrzeby wyjeżdżania na dalekie wycieczki na wieś czy do lasu.

Konstrukcja hotelu 

Podstawowa struktura zwykle postawiona jest z europalet lub desek. Te pierwsze tworzą stabilną strukturę, którą dodatkowo można wzmocnić skręcając je ze sobą. Jest to przy okazji również świetny pomysł na praktyczne pokazanie dzieciom, w jaki sposób działa recycling. Zwykle buduje się około pięciu poziomów, chociaż największy taki hotel dla robaków w Anglii liczył aż dziewięć metrów wysokości! Najmniejsze natomiast mieszczą się w kubku na herbatę.
Palety najlepiej postawić „do góry nogami” przez co uzyskujemy wgłębienia, które wypełnić można różnymi materiałami. Na dolnej warto zostawić większy otwór, dzięki czemu mamy szansę, że zagnieżdża się tam większe zwierzaki, na przykład jeże lub żaby.

Wypełnienie otworów w hotelu dla owadów

Wypełnienie otworów w europaletach zależy już od naszej wyobraźni, dostępnych materiałów, oraz tego, jakie gatunki zwierząt chcemy zaprosić:

- Zmurszałe drewno jest doskonałym środowiskiem dla larw żuków, chrząszczy i chrabąszczy. W korze zagnieżdżają się stonogi i korniki.
- Rurki, na przykład z trzciny czy bambusa, lub otwory w drewnie stanowią doskonałe mieszkanie dla pszczół. Różnej wielkości dziurki przyciągną różne gatunki owadów. Tak zbudować możemy również hotele wiszące – przymocowane do gałęzi drzewa czy ściany.
- Suche liście i siano pozwala zagnieździć się różnym bezkręgowcom, które poszukają bezpiecznego miejsca na hibernację. Przypomina to ściółkę leśną.
- Jeśli chcemy zaprosić jeża, warto zbudować mu w rogu specjalne pudełko z drewna pod stertą patyków. Można dla wygody wyścielić je liśćmi.
- Jama dla ropuchy. Chociaż płazy potrzebują wody dla rozmnażania, większość roku mogą spędzić w suchym środowisku. Kamienie dają im wilgotne i chłodne warunki, w których mogą przezimować.
- Biedronki lubią liście i patyki.

Oprócz tego dlaczego by nie zasadzić na dachu naszego hotelu dla robaków pachnące kwiaty. Nie tylko będą ładnie wyglądać, ale dodatkowo ich intensywna wioń przyciągnie motyle i pszczoły.
Luksusowe hotele dla robaków bywają nawet wyposażone w baseny dla gości pływających, ale wymaga to już poważniejszych prac budowlanych.

Hotele dla robaków w szkołach

Tak zbudowany hotel dla robaków staje się wyśmienitym materiałem edukacyjnym. Edukacja w angielskich szkołach podstawowych nie koncentruje się wyłącznie na rozwijaniu umiejętności akademickich. Jej celem jest też budzenie zainteresowania nauką, lekcje muszą być ciekawe i angażujące (Więcej na ten temat piszę w tekście „Dzień w angielskiej szkole podstawowej” https://www.speakingo.pl/blog/dzien-w-angielskiej-szkole-podstawowej/ ). Stąd w wielu szkołach powstają takie hotele dla robali, dzięki którym nauka staje się o wiele bardziej ciekawa, praktyczna i angażująca właśnie. W internecie znaleźć można liczne pomysły na wzbogacenie programu nauczania o tak praktyczne zajęcia. Można na przykład:

- „polowanie” na robale
- malowanie/kolorowanie znalezionych insektów
- identyfikowanie mieszkańców
- zapylanie
- gatunki chronione i zagrożone (np. trzmiele)

Gotowe pakiety edukacyjne (w języku angielskim) znaleźć można na stronie BugLife https://www.buglife.org.uk/activities-for-you/children-and-schools/bug-resources-schools

Nic tylko budować!


Dr Grzegorz Kuśnierz
Speakingo - Angielski Online www.speakingo.pl

Zdjęcia pochodzą ze strony: https://www.pinterest.co.uk/explore/bug-hotel/



niedziela, 5 listopada 2017

Od Cours Mirabeau w Aix-en-Provence po dylewski platan

Krótki pobyt we wsi Dylewo w dniu 22 października 2017, w ramach ćwiczeń z przedmiotu szata roślinna Polski, zadziałał na mnie niczym magdalenka Proust’a, której smak przenosi degustującego do innej sfery czasowej. Tym razem funkcję ciasteczka o mocy podróżowania nie tylko w czasie, ale i przestrzeni, zastąpił znamienity, charakterystyczny kształt pnia dylewskiego platana, posadzonego za przyczyną dawnych właścicieli majątku, o których nie wiele wiem. Wszelakie próby drążenia historii tajemniczego dworu kończyły się fiaskiem lub groźbą bycia podejrzanym o niegrzeczną dociekliwość.

W moją obecność w dylewskim arboretum, wpisanym w opustoszałą, otuloną we mgle zapomnienia wiosce, nie do końca uwierzyłam. Ta baśniowo-senna atmosfera, powiodła moje spacerowe kroki, ku osamotnionemu platanowi. Ukrywał się wśród innych, miejscowych i przybyłych z innych stron świata drzew. Nawet próba sfotografowania pnia drzewa okazała się nieudaną, bo wewnętrzna szybka mojego aparatu fotograficznego zaszła mgłą.

Widok dylewskiego drzewa odtworzył w mej pamięci aleję platanów z Cours Mirabeau w Aix-en-Provence. Ich stabilna, rytmiczna i uporządkowana obecność do dziś mieszka w mej pamięci (również tej fotograficznej). Oczyma wyobraźni wciąż widzę je po prawej i po lewej stronie alei i wiem, że te prowansalskie platany pamiętają kroki i impresjonistyczne spojrzenie na górę Saint Victoire Paul’a Cézanne’a.

Podczas mego pobytu w Aix-en-Provence (2006 – 2014) ich gałęzie były regularnie przycinane. Na niektórych z nich zawieszano metalowe obręcze podtrzymujące głośniki. Wspomniane metalowe instalacje z czasem wtapiały się w strukturę drzewa. Zakochani ryli ostrymi narzędziami inicjały imion swoich ukochanych, a następnie ranili korę drzewną zataczając wokół koślawych dużych liter niekształtne serca. Czyżby kora platana prowansalskiego była aż tak plastyczna? Czyż dlatego japońska artystka-performerka, instalatorka i rzeźbiarka postanowiła je otulić przynajmniej na jakiś czas jaskrawą czerwienią w duże białe kropy z poliestrowego materiału?

Jest rok 2013. Yayoi Kusama (urodzona w 1929) otwiera 17 stycznia na Cours Mirabeau, wraz z innymi zglobalizowanymi artystami w Aix-en-Provence i okolicy, akcję artystyczną L’art-à-l’endroit, bo miejsce sztuki jest tu i teraz, na miejscu: w Aix-en-Provence. Jak dziwnie brzmi to ostatnie zdanie w listopadzie 2017 roku w Olsztynie. To wniebowstąpienie groszków na drzewach Ascension des pois sur les arbres Yayoi Kusamy trwało do 17 lutego 2013.

Ewa Surażyńska